- Jestem Shann – dodała
dziewczyna szybko, widząc moją zdziwioną, lekko przerażoną minę. Podeszła do
nas powoli i uklękła przed Vik – Usiądź spokojnie… - szepnęła cicho, a moja
żona usiadła tak, by brzuch był widoczny. Wciąż płakała.
Rozejrzałem się dokładnie. Wokół nas pojawiło się niezłe zbiorowisko. Nie było jednak owej brunetki, blondynki również. Dziwnym trafem wyparowały.
- Położę dłonie na twoim brzuchu… i spróbuje go ożywić. Ale nie wiem czy mi się to uda, to bardzo trudne… - powiedziała jakby sama do siebie i jak powiedziała – tak uczyniła. Z jej dłoni wystrzelił jasny, tajemniczy promień. Zrobiłem duże oczka i zacząłem się w nie wpatrywać z lekkim niedowierzaniem.
- Jak myślisz, zadziała? – usłyszałem z tyłu szept Beth do kogoś. Nie wyłapywałem odpowiedzi. Zacząłem gładzić Victorię czule po włosach i powtarzać jej na ucho, że wszystko będzie dobrze.
- Już… - po chwili odezwała się anielica i spojrzała na mnie z śmiechem – małemu bije serce. Żyje… już nie płacz, Vik – szepnęła i objęła moją żonę mocno. Dołączyłem się do zbiorowego przytulenia. Starłem dziewczynie łzy z policzków.
- Widzisz… mówiłem, ze będzie dobrze – szepnąłem jej na ucho.
- Zabierz mnie do pokoju… - szepnęła słabo. Skinąłem lekko głową i wziąłem ją na ręce. Zerknąłem na wszystkich wyczekująco i rozsunęli się. Wyszeptałem ciche „dziękuje” i odszedłem, kierując się w stronę dormitoriów…
Rozejrzałem się dokładnie. Wokół nas pojawiło się niezłe zbiorowisko. Nie było jednak owej brunetki, blondynki również. Dziwnym trafem wyparowały.
- Położę dłonie na twoim brzuchu… i spróbuje go ożywić. Ale nie wiem czy mi się to uda, to bardzo trudne… - powiedziała jakby sama do siebie i jak powiedziała – tak uczyniła. Z jej dłoni wystrzelił jasny, tajemniczy promień. Zrobiłem duże oczka i zacząłem się w nie wpatrywać z lekkim niedowierzaniem.
- Jak myślisz, zadziała? – usłyszałem z tyłu szept Beth do kogoś. Nie wyłapywałem odpowiedzi. Zacząłem gładzić Victorię czule po włosach i powtarzać jej na ucho, że wszystko będzie dobrze.
- Już… - po chwili odezwała się anielica i spojrzała na mnie z śmiechem – małemu bije serce. Żyje… już nie płacz, Vik – szepnęła i objęła moją żonę mocno. Dołączyłem się do zbiorowego przytulenia. Starłem dziewczynie łzy z policzków.
- Widzisz… mówiłem, ze będzie dobrze – szepnąłem jej na ucho.
- Zabierz mnie do pokoju… - szepnęła słabo. Skinąłem lekko głową i wziąłem ją na ręce. Zerknąłem na wszystkich wyczekująco i rozsunęli się. Wyszeptałem ciche „dziękuje” i odszedłem, kierując się w stronę dormitoriów…
* * *
Dni szybko mijały. Coraz lepiej dogadywałem
się z tymi ludźmi – byli w porządku. Josh stał się moim przyjacielem, naprawdę
dobrym przyjacielem. Często siadaliśmy razem na murku i paliliśmy jonity,
zapominając o całym świecie. Ten człowiek był pełen nadziei i pozytywizmu.
Praktycznie cały czas się uśmiechał i odbijała mu szajba.
Drugą osobą, z którą bardzo szybko się zbratałem była Rose. Często rozmawialiśmy, w sumie, to można powiedzieć, że stała się moją naprawdę dobra przyjaciółką. Od dawna nie miałem tak bliskiej przyjaciółki.
Natomiast jedno bardzo mnie niepokoiło. Od niedawna codziennie ktoś do mnie przychodził z informacją, że Vik mnie zdradza. Dawali coraz to nowsze dowody, powoli miałem tego dość. Ale milczałem, nie skarżyłem się. Broniłem mojej ukochanej jak tylko mogłem, a było to nie lada zadaniem.
- Vik, musimy pogadać – powiedziałem stały tekst i oparłem się o ścianę. Moja żona westchnęła cicho i spojrzałem mi w oczy.
- O czym tym razem? – mruknęła z wyraźną niechęcią i usiadła na kanapie. Usiadłem obok niej. Oparłem głowę o oparcie i oblizałem suche wargi.
- Ostatnio dowiaduje się ciekawych rzeczy, wiesz? – powiedziałem i uniosłem lekko prawą brew – możesz wytłumaczyć o co chodzi tym wszystkim ludziom, którzy ciągle powtarzają, że z każdym mnie zdradzasz?
- Mnie się pytasz? – westchnęła głośno i splotła ręce na piersi.
- Tak, ciebie – odparłem krótko.
- Ale to nie ja ci to powtarzam, więc nie pytaj mnie, tylko ich – dziewczyna przymknęła lekko powieki i opuściła głowę.
- Okej… - wyszeptałem i przeszedł mnie lekko dreszcz. Mimo to uśmiechnąłem się lekko. Dziewczyna oparła się o mnie plecami i zamruczała cicho.
Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas w milczeniu. Vik co chwila bawiła się moimi palcami u prawej dłoni.
- Kocie… - szepnęła cicho, trochę nerwowo. Odwróciła się i spojrzała w moje zielone, trochę wyblakłe oczy.
- Tak? – spytałem niepewnie, siadając po turecku. Zaczęła boleć mnie głowa.
- Wiem o co im chodzi… - szepnęła i przegryzła dolną wargę – tylko… nie wiem skąd oni to wiedzą…
- Co wiedzą? – spytałem i lekko zadrżałem, przyglądając się jej – o czym ty mówisz, kochanie?
- Bo… wtedy, gdy ci opowiadałam o tym jak dla niego tańczyłam… to nie byłam do końca trzeźwa jeszcze… - wyszeptała i zaczęła bawić się kosmykami swoich długich blond włosów – no i… bo ja tańczyłam dla niego jeszcze drugi raz… na prywatności…
- I co? Może zaraz mi jeszcze powiesz, że poszłaś z nim do łóżka? Albo ponownie lizałaś? – mruknąłem zirytowany. Cholera, a więc o to im chodziło. I o to chodziło w twym… podwójnym pokazie.
- SŁUCHAM?! – wykrzyknęła i spojrzała na mnie ostro, również wstając – CO TY POWIEDZIAŁEŚ?!
- Tak jakoś mi się powiedziało… - szepnąłem i wzruszyłem ramionami. Byłem zraniony, znów. Poczułem uścisk w klatce piersiowej. Nieprzyjemny uścisk. Było mi ciepło a jednocześnie chłodno. Chciałem pozbyć się tego uczucia.
Victoria pokręciła głową z niedowierzaniem. W jej oczach pojawiły się łzy, zadrżała i odbiegła ode mnie, wybiegając z dormitorium.
- Przepraszam! – zawołałem za nią i pobiegłem – Vik, wybacz mi, tak jakoś mi się powiedziało! Nie chciałem cię zranić!
Pani Raiver zatrzasnęła za sobą drzwi w łazience. Słyszałem, jak płacze i uderza dłońmi o ścianę.
- Idź stąd! – krzyknęła między spazmami płaczu.
Przez dłuższy czas próbowałem jakoś się do niej dostać – bez skutku. Prośby ani groźby nie działały. W końcu odszedłem i udałem się w kierunku pokoju Gryfonów z nadzieją, że ktoś pomoże mi ją wydostać.
- Alex, wszędzie cię szukałam – nagle ktoś wciągnął mnie w nieznany mi wcześniej korytarz. Już po chwili znajdowałem się w jakimś pokoju. Zaraz. To był pokój Ślizgonów.
Zerknąłem na swoją napastniczkę. Była nią Sophie we własnej osobie.
- Czego chcesz? – mruknąłem z wyraźną niechęcią, odsuwając się od niej o krok.
- Chciałabym Ci coś pokazać… - szepnęła i delikatnie zadrżała. Na jej twarzy nie malowała się złość ani nic z tych rzeczy. Była nawet lekko roztrzęsiona.
- Co chcesz mi pokazać? – przechyliłem nieznacznie głowę do tyłu, opierając się o ścianę.
- Usiądź – powiedziała cicho. Zrobiłem tak jak mi kazała i opadłem na kanapę niedaleko mnie. Ona po chwili uczyniła to samo – w moim i Nate’a domu zamontowałam kamery.
- I… co w związku z tym? – szepnąłem cicho i spojrzałem jej w oczy. Dziewczyna wyjęła kamerę i włączyła ją.
- Pozwól, że cię z tym zostawię. Rzygać mi się chce gdy na to patrze – szepnęła i wstała. Po chwili oddaliła się i wyszła. Zostałem sam, dzięki Bogu zamknęła drzwi za sobą. Włączyłem ostatnie nagranie i zacząłem oglądać. To co zobaczyłem zabiło mnie. Vik. Nate. Rura. Moja żona praktycznie naga. Rozbiera się do bielizny. Ma stringi. Praktycznie wszystko jej widać. Ona na nim siada. Całuje go. Dotyka go…
Rzuciłem kamerę na łóżko i skuliłem się mocno na kanapie, chwytając mocno za brzuch. Zacząłem płakać, nie wytrzymałem tego całego napięcia. To było straszne. Nie chciałem tego widzieć. Wszystko zaczęło mnie boleć, od stóp po głowę. Drżałem mocno niczym osika, nawet nie hamując na nowo napływających łez.
- Alex…? – usłyszałem ciche pukanie.
- Proszę… - szepnąłem cicho. Moim oczom ukazała się Amy. Amy? Co tu robi moja córka? A może się pomyliłem przez płacz? Nie, to na pewno Amy. Szatynka, zielone oczy…
- Dlaczego płaczesz? – zapytała przyglądając mi się dokładnie. Przełknąłem ślinę, chciałem usiąść, jednak ona mnie przytrzymała w pozycji leżącej i położyła moją głowę na swoich kolanach. Zaczęła łagodnie gładzić moje włosy.
- To… to skomplikowane, Amy… - szepnąłem cicho i wtuliłem się w jej brzuszek, gdyż to miałem najbliżej. Ona wciąż mnie głaskała.
- Lubię skomplikowane sprawy. W tym się specjalizuje – odparła z cichym, trochę smutnym śmiechem.
- A ja nie lubię takich spraw… - szepnąłem cicho, delikatnie jeszcze drżąc.
- To powiesz mi co się stało?
- Vik tańczyła dla jakiegoś faceta, takiego Nate’a, pijana, u Ślizgonów.
- Słucham?
- A potem tańczyła jeszcze raz, w jego domu.
- Co kurwa?
- Dużo się działo pod twoją nieobecność, córeczko… - szepnąłem cicho i podałem jej kamerę. Ona obejrzała nagranie i zamilkła. Po prostu mnie przytuliła nic nie mówiąc.
- Będzie dobrze, Alex… - szepnęła mi na ucho po jakimś czasie. Starłem resztki łez z policzków.
- Kiedyś na pewno będzie dobrze, Amy.
Drugą osobą, z którą bardzo szybko się zbratałem była Rose. Często rozmawialiśmy, w sumie, to można powiedzieć, że stała się moją naprawdę dobra przyjaciółką. Od dawna nie miałem tak bliskiej przyjaciółki.
Natomiast jedno bardzo mnie niepokoiło. Od niedawna codziennie ktoś do mnie przychodził z informacją, że Vik mnie zdradza. Dawali coraz to nowsze dowody, powoli miałem tego dość. Ale milczałem, nie skarżyłem się. Broniłem mojej ukochanej jak tylko mogłem, a było to nie lada zadaniem.
- Vik, musimy pogadać – powiedziałem stały tekst i oparłem się o ścianę. Moja żona westchnęła cicho i spojrzałem mi w oczy.
- O czym tym razem? – mruknęła z wyraźną niechęcią i usiadła na kanapie. Usiadłem obok niej. Oparłem głowę o oparcie i oblizałem suche wargi.
- Ostatnio dowiaduje się ciekawych rzeczy, wiesz? – powiedziałem i uniosłem lekko prawą brew – możesz wytłumaczyć o co chodzi tym wszystkim ludziom, którzy ciągle powtarzają, że z każdym mnie zdradzasz?
- Mnie się pytasz? – westchnęła głośno i splotła ręce na piersi.
- Tak, ciebie – odparłem krótko.
- Ale to nie ja ci to powtarzam, więc nie pytaj mnie, tylko ich – dziewczyna przymknęła lekko powieki i opuściła głowę.
- Okej… - wyszeptałem i przeszedł mnie lekko dreszcz. Mimo to uśmiechnąłem się lekko. Dziewczyna oparła się o mnie plecami i zamruczała cicho.
Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas w milczeniu. Vik co chwila bawiła się moimi palcami u prawej dłoni.
- Kocie… - szepnęła cicho, trochę nerwowo. Odwróciła się i spojrzała w moje zielone, trochę wyblakłe oczy.
- Tak? – spytałem niepewnie, siadając po turecku. Zaczęła boleć mnie głowa.
- Wiem o co im chodzi… - szepnęła i przegryzła dolną wargę – tylko… nie wiem skąd oni to wiedzą…
- Co wiedzą? – spytałem i lekko zadrżałem, przyglądając się jej – o czym ty mówisz, kochanie?
- Bo… wtedy, gdy ci opowiadałam o tym jak dla niego tańczyłam… to nie byłam do końca trzeźwa jeszcze… - wyszeptała i zaczęła bawić się kosmykami swoich długich blond włosów – no i… bo ja tańczyłam dla niego jeszcze drugi raz… na prywatności…
- I co? Może zaraz mi jeszcze powiesz, że poszłaś z nim do łóżka? Albo ponownie lizałaś? – mruknąłem zirytowany. Cholera, a więc o to im chodziło. I o to chodziło w twym… podwójnym pokazie.
- SŁUCHAM?! – wykrzyknęła i spojrzała na mnie ostro, również wstając – CO TY POWIEDZIAŁEŚ?!
- Tak jakoś mi się powiedziało… - szepnąłem i wzruszyłem ramionami. Byłem zraniony, znów. Poczułem uścisk w klatce piersiowej. Nieprzyjemny uścisk. Było mi ciepło a jednocześnie chłodno. Chciałem pozbyć się tego uczucia.
Victoria pokręciła głową z niedowierzaniem. W jej oczach pojawiły się łzy, zadrżała i odbiegła ode mnie, wybiegając z dormitorium.
- Przepraszam! – zawołałem za nią i pobiegłem – Vik, wybacz mi, tak jakoś mi się powiedziało! Nie chciałem cię zranić!
Pani Raiver zatrzasnęła za sobą drzwi w łazience. Słyszałem, jak płacze i uderza dłońmi o ścianę.
- Idź stąd! – krzyknęła między spazmami płaczu.
Przez dłuższy czas próbowałem jakoś się do niej dostać – bez skutku. Prośby ani groźby nie działały. W końcu odszedłem i udałem się w kierunku pokoju Gryfonów z nadzieją, że ktoś pomoże mi ją wydostać.
- Alex, wszędzie cię szukałam – nagle ktoś wciągnął mnie w nieznany mi wcześniej korytarz. Już po chwili znajdowałem się w jakimś pokoju. Zaraz. To był pokój Ślizgonów.
Zerknąłem na swoją napastniczkę. Była nią Sophie we własnej osobie.
- Czego chcesz? – mruknąłem z wyraźną niechęcią, odsuwając się od niej o krok.
- Chciałabym Ci coś pokazać… - szepnęła i delikatnie zadrżała. Na jej twarzy nie malowała się złość ani nic z tych rzeczy. Była nawet lekko roztrzęsiona.
- Co chcesz mi pokazać? – przechyliłem nieznacznie głowę do tyłu, opierając się o ścianę.
- Usiądź – powiedziała cicho. Zrobiłem tak jak mi kazała i opadłem na kanapę niedaleko mnie. Ona po chwili uczyniła to samo – w moim i Nate’a domu zamontowałam kamery.
- I… co w związku z tym? – szepnąłem cicho i spojrzałem jej w oczy. Dziewczyna wyjęła kamerę i włączyła ją.
- Pozwól, że cię z tym zostawię. Rzygać mi się chce gdy na to patrze – szepnęła i wstała. Po chwili oddaliła się i wyszła. Zostałem sam, dzięki Bogu zamknęła drzwi za sobą. Włączyłem ostatnie nagranie i zacząłem oglądać. To co zobaczyłem zabiło mnie. Vik. Nate. Rura. Moja żona praktycznie naga. Rozbiera się do bielizny. Ma stringi. Praktycznie wszystko jej widać. Ona na nim siada. Całuje go. Dotyka go…
Rzuciłem kamerę na łóżko i skuliłem się mocno na kanapie, chwytając mocno za brzuch. Zacząłem płakać, nie wytrzymałem tego całego napięcia. To było straszne. Nie chciałem tego widzieć. Wszystko zaczęło mnie boleć, od stóp po głowę. Drżałem mocno niczym osika, nawet nie hamując na nowo napływających łez.
- Alex…? – usłyszałem ciche pukanie.
- Proszę… - szepnąłem cicho. Moim oczom ukazała się Amy. Amy? Co tu robi moja córka? A może się pomyliłem przez płacz? Nie, to na pewno Amy. Szatynka, zielone oczy…
- Dlaczego płaczesz? – zapytała przyglądając mi się dokładnie. Przełknąłem ślinę, chciałem usiąść, jednak ona mnie przytrzymała w pozycji leżącej i położyła moją głowę na swoich kolanach. Zaczęła łagodnie gładzić moje włosy.
- To… to skomplikowane, Amy… - szepnąłem cicho i wtuliłem się w jej brzuszek, gdyż to miałem najbliżej. Ona wciąż mnie głaskała.
- Lubię skomplikowane sprawy. W tym się specjalizuje – odparła z cichym, trochę smutnym śmiechem.
- A ja nie lubię takich spraw… - szepnąłem cicho, delikatnie jeszcze drżąc.
- To powiesz mi co się stało?
- Vik tańczyła dla jakiegoś faceta, takiego Nate’a, pijana, u Ślizgonów.
- Słucham?
- A potem tańczyła jeszcze raz, w jego domu.
- Co kurwa?
- Dużo się działo pod twoją nieobecność, córeczko… - szepnąłem cicho i podałem jej kamerę. Ona obejrzała nagranie i zamilkła. Po prostu mnie przytuliła nic nie mówiąc.
- Będzie dobrze, Alex… - szepnęła mi na ucho po jakimś czasie. Starłem resztki łez z policzków.
- Kiedyś na pewno będzie dobrze, Amy.
* * *
- Vik, wyjdź stąd…
Stałem pod łazienką. Znów. Amy doprowadziła mnie do względnego porządku. Przestałem płakać, jest jakiś sukces.
Po dłuższym czasie dobijania się do drzwi postanowiłem zmienić taktykę. Po prostu je wyważyłem, nie zważając na jakiekolwiek protesty.
- Jak mogłeś pomyśleć, że się z nim przespałam? – zapytała mnie drżąc pod ścianą, cała zalana łzami. Jej makijaż był całkowicie rozmazany.
- Byłem zdenerwowany po tym wszystkim i tak jakoś powiedziałem… - odparłem przyglądając się jej. Podszedłem krok bliżej – Już raz przed nim tańczyłaś. Potem znów. A teraz Sophie pokazała mi jak to dokładnie było. Ufam ci i naprawdę wierze, że nie poszłaś z nim do łóżka, ale… to po prostu boli.
- Skąd wiesz, że ona nie nazmyślała? – prawie krzyknęła i gwałtownie wstała. Wyszła łazienki wymijając mnie.
- Bo pokazała mi nagranie – mruknąłem cicho, nie odwracając się. Victoria zatrzymała się i zerknąłem na mnie zza ramienia.
- Ale nie poszłam z nim do łóżka! – podsumowała po chwili milczenia i pobiegła do pokoju Gryfonów. Westchnąłem głośno, idąc za nią.
- Wiem, wierze ci… - odparłem. Moja żona rzuciła się na łóżko głośno płacząc i zasłoniła sobie głowę poduszką.
- Vik… - zacząłem mówić, szeptem i usiadłem obok niej – Po prostu… po prostu boli mnie to wszystko, co teraz robisz.
- Popełniłam kilka błędów, przepraszam – wyjąkała w materac, ani na chwilę nie przestając płakać – ale przecież się przyznałam.
- Wiem i cenie to – szepnąłem i oparłem się plecami o ścianę – ale to nie zmienia faktu, że to boli… - dodałem po cichu, kołysząc się lekko na boki. Nie, Alex. Nie możesz teraz płakać, musisz być silny.
- Przepraszam… - szepnęła i odłożyła poduszkę pod głowę, patrząc na mnie.
- Mhm… - burknąłem pod nosem, obejmując się ramionami.
- Alex…
- Przepraszam…
- Przytul mnie… - szepnąłem w końcu bezsilnie. Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie i po chwili już mnie objęła, muskając lekko wargami moją szyję.
- Kocham cię… - szepnęła mi na ucho płaczliwym głosem. Przymknąłem powieki senny. Ta pocałowała mnie delikatnie, a ja odwzajemniłem pocałunek, przygarniając ją mocniej do siebie – nie będę już tak robić… obiecuje, skarbie. To był tylko raz. Dwa.
- Vik. Ale do mnie przechodzą ludzie i mówią mi, że ty mnie ciągle zdradzasz. Że siadasz innym chłopakom na kolanach, przytulasz… całujesz… - szepnąłem kręcąc lekko głową z niedowierzaniem.
- Nie prawda! – jęknęła z wyraźnym niezadowoleniem i przechyliła głowę na bok – kto tak mówi? Jase?
- Nie ważne kto to mówi…
- Wierzysz im? – zapytała cicho i zaczęła znów lekko drżeć. W jej oczach pojawiły się lśniące łzy.
- Ufam ci… - wymamrotałem i spojrzałem jej smutno w oczy – i domyślam się, że to po prostu było takie… przyjacielskie… - skłamałem i przegryzłem dolną wargę – tacy jak Jake… tak czy inaczej źle mi jest z tą myślą.
- Możesz ciągle za mną chodzić. Będziesz widział co robię… - odparła i nagle się rozpłakała, ściskając materiał mojej koszuli – ja tylko siedzę im na kolanach, a tam jest ogólne porycie mózgowe, ale takie pozytywne, wiesz? Znaczy każdy każdemu praktycznie daje buziaka w policzek, więc jak coś daje buziaki tylko w policzki a jak nie dosięgam to w szyję. Ale to tylko takie przyjacielskie.
- Okej, ufam ci, Vik… - szepnąłem cicho. To co mówiła… wydawało się dziwnie nieprawdopodobne? W szyje? Niewinne, przyjacielskie całusy w szyje? Istnieje w ogóle coś takiego? Ale nic, przecież ona mnie kocha. To już więcej się nie powtórzy, na pewno – Ale proszę… nie rań mnie już więcej… - szepnąłem drżącym głosem.
- Przepraszam cię… - szepnęła i skinęła głową, na moją prośbę. Delikatnie musnęła moje wargi, jednak nie odwzajemniłem pocałunku.
- Po prostu się boję… że znów mnie zdradzisz… - szepnąłem i przegryzłem nerwowo dolną wargę.
- Nie zrobię tego – szepnęła i znów się rozpłakała, opierając swoje czoło o moje – Przepraszam cię tak bardzo…
- Dobrze – szepnąłem i zerknąłem jej w oczy – ufam ci. Nie wykorzystaj tego, bardzo cie proszę, najdroższa.
- Nigdy tego nie wykorzystam – powiedziała mi na ucho i wtuliła się we mnie mocniej.
- Nie wykorzystaj, nie wykorzystaj… - zacząłem powtarzać jak w transie. Blondynka lekko pogładziła moją blond czuprynę.
Od tamtej pory zaczęły się wszystkie moje problemy. Tylko ja jeszcze nie wiedziałem, co ma zamiar mi przynieść los.