25 czerwca 2013

Rozdział czwarty

  

   - Jestem Shann – dodała dziewczyna szybko, widząc moją zdziwioną, lekko przerażoną minę. Podeszła do nas powoli i uklękła przed Vik – Usiądź spokojnie… - szepnęła cicho, a moja żona usiadła tak, by brzuch był widoczny. Wciąż płakała.
   Rozejrzałem się dokładnie. Wokół nas pojawiło się niezłe zbiorowisko. Nie było jednak owej brunetki, blondynki również. Dziwnym trafem wyparowały.
   - Położę dłonie na twoim brzuchu… i spróbuje go ożywić. Ale nie wiem czy mi się to uda, to bardzo trudne… - powiedziała jakby sama do siebie i jak powiedziała – tak uczyniła. Z jej dłoni wystrzelił jasny, tajemniczy promień. Zrobiłem duże oczka i zacząłem się w nie wpatrywać z lekkim niedowierzaniem.​
   - Jak myślisz, zadziała? – usłyszałem z tyłu szept Beth do kogoś. Nie wyłapywałem odpowiedzi. Zacząłem gładzić Victorię czule po włosach i powtarzać jej na ucho, że wszystko będzie dobrze.
   - Już… - po chwili odezwała się anielica i spojrzała na mnie z śmiechem – małemu bije serce. Żyje… już nie płacz, Vik – szepnęła i objęła moją żonę mocno. Dołączyłem się do zbiorowego przytulenia. Starłem dziewczynie łzy z policzków.
   - Widzisz… mówiłem, ze będzie dobrze – szepnąłem jej na ucho.
   - Zabierz mnie do pokoju… - szepnęła słabo. Skinąłem lekko głową i wziąłem ją na ręce. Zerknąłem na wszystkich wyczekująco i rozsunęli się. Wyszeptałem ciche „dziękuje” i odszedłem, kierując się w stronę dormitoriów…





*          *          *





   Dni szybko mijały. Coraz lepiej dogadywałem się z tymi ludźmi – byli w porządku. Josh stał się moim przyjacielem, naprawdę dobrym przyjacielem. Często siadaliśmy razem na murku i paliliśmy jonity, zapominając o całym świecie. Ten człowiek był pełen nadziei i pozytywizmu. Praktycznie cały czas się uśmiechał i odbijała mu szajba.
   Drugą osobą, z którą bardzo szybko się zbratałem była Rose. Często rozmawialiśmy, w sumie, to można powiedzieć, że stała się moją naprawdę dobra przyjaciółką. Od dawna nie miałem tak bliskiej przyjaciółki.
   Natomiast jedno bardzo mnie niepokoiło. Od niedawna codziennie ktoś do mnie przychodził z informacją, że Vik mnie zdradza. Dawali coraz to nowsze dowody, powoli miałem tego dość. Ale milczałem, nie skarżyłem się. Broniłem mojej ukochanej jak tylko mogłem, a było to nie lada zadaniem.
   - Vik, musimy pogadać – powiedziałem stały tekst i oparłem się o ścianę. Moja żona westchnęła cicho i spojrzałem mi w oczy.
   - O czym tym razem? – mruknęła z wyraźną niechęcią i usiadła na kanapie. Usiadłem obok niej. Oparłem głowę o oparcie i oblizałem suche wargi.
   - Ostatnio dowiaduje się ciekawych rzeczy, wiesz? – powiedziałem i uniosłem lekko prawą brew – możesz wytłumaczyć o co chodzi tym wszystkim ludziom, którzy ciągle powtarzają, że z każdym mnie zdradzasz?
   - Mnie się pytasz? – westchnęła głośno i splotła ręce na piersi.
   - Tak, ciebie – odparłem krótko.
   - Ale to nie ja ci to powtarzam, więc nie pytaj mnie, tylko ich – dziewczyna przymknęła lekko powieki i opuściła głowę.
   - Okej… - wyszeptałem i przeszedł mnie lekko dreszcz. Mimo to uśmiechnąłem się lekko. Dziewczyna oparła się o mnie plecami i zamruczała cicho.
   Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas w milczeniu. Vik co chwila bawiła się moimi palcami u prawej dłoni.
   - Kocie… - szepnęła cicho, trochę nerwowo. Odwróciła się i spojrzała w moje zielone, trochę wyblakłe oczy.
   - Tak? – spytałem niepewnie, siadając po turecku. Zaczęła boleć mnie głowa.
   - Wiem o co im chodzi… - szepnęła i przegryzła dolną wargę – tylko… nie wiem skąd oni to wiedzą…
   - Co wiedzą? – spytałem i lekko zadrżałem, przyglądając się jej – o czym ty mówisz, kochanie?
   - Bo… wtedy, gdy ci opowiadałam o tym jak dla niego tańczyłam… to nie byłam do końca trzeźwa jeszcze… - wyszeptała i zaczęła bawić się kosmykami swoich długich blond włosów – no i… bo ja tańczyłam dla niego jeszcze drugi raz… na prywatności…
   - I co? Może zaraz mi jeszcze powiesz, że poszłaś z nim do łóżka? Albo ponownie lizałaś? – mruknąłem zirytowany. Cholera, a więc o to im chodziło. I o to chodziło w twym… podwójnym pokazie.
   - SŁUCHAM?! – wykrzyknęła i spojrzała na mnie ostro, również wstając – CO TY POWIEDZIAŁEŚ?!
   - Tak jakoś mi się powiedziało… - szepnąłem i wzruszyłem ramionami. Byłem zraniony, znów. Poczułem uścisk w klatce piersiowej. Nieprzyjemny uścisk. Było mi ciepło a jednocześnie chłodno. Chciałem pozbyć się tego uczucia.
   Victoria pokręciła głową z niedowierzaniem.​ W jej oczach pojawiły się łzy, zadrżała i odbiegła ode mnie, wybiegając z dormitorium.
   - Przepraszam! – zawołałem za nią i pobiegłem – Vik, wybacz mi, tak jakoś mi się powiedziało! Nie chciałem cię zranić!
   Pani Raiver zatrzasnęła za sobą drzwi w łazience. Słyszałem, jak płacze i uderza dłońmi o ścianę.
   - Idź stąd! – krzyknęła między spazmami płaczu.
   Przez dłuższy czas próbowałem jakoś się do niej dostać – bez skutku. Prośby ani groźby nie działały. W końcu odszedłem i udałem się w kierunku pokoju Gryfonów z nadzieją, że ktoś pomoże mi ją wydostać.
   - Alex, wszędzie cię szukałam – nagle ktoś wciągnął mnie w nieznany mi wcześniej korytarz. Już po chwili znajdowałem się w jakimś pokoju. Zaraz. To był pokój Ślizgonów.
   Zerknąłem na swoją napastniczkę. Była nią Sophie we własnej osobie.
   - Czego chcesz? – mruknąłem z wyraźną niechęcią, odsuwając się od niej o krok.
   - Chciałabym Ci coś pokazać… - szepnęła i delikatnie zadrżała. Na jej twarzy nie malowała się złość ani nic z  tych rzeczy. Była nawet lekko roztrzęsiona.
   - Co chcesz mi pokazać? – przechyliłem nieznacznie głowę do tyłu, opierając się o ścianę.
   - Usiądź – powiedziała cicho. Zrobiłem tak jak mi kazała i opadłem na kanapę niedaleko mnie. Ona po chwili uczyniła to samo – w moim i Nate’a domu zamontowałam kamery.
   - I… co w związku z tym? – szepnąłem cicho i spojrzałem jej w oczy. Dziewczyna wyjęła kamerę i włączyła ją.
   - Pozwól, że cię z tym zostawię. Rzygać mi się chce gdy na to patrze – szepnęła i wstała. Po chwili oddaliła się i wyszła. Zostałem sam, dzięki Bogu zamknęła drzwi za sobą. Włączyłem ostatnie nagranie i zacząłem oglądać. To co zobaczyłem zabiło mnie. Vik. Nate. Rura. Moja żona praktycznie naga. Rozbiera się do bielizny. Ma stringi. Praktycznie wszystko jej widać. Ona na nim siada. Całuje go. Dotyka go…
   Rzuciłem kamerę na łóżko i skuliłem się mocno na kanapie, chwytając mocno za brzuch. Zacząłem płakać, nie wytrzymałem tego całego napięcia. To było straszne. Nie chciałem tego widzieć. Wszystko zaczęło mnie boleć, od stóp po głowę. Drżałem mocno niczym osika, nawet nie hamując na nowo napływających łez.
   - Alex…? – usłyszałem ciche pukanie.
   - Proszę… - szepnąłem cicho. Moim oczom ukazała się Amy. Amy? Co tu robi moja córka? A może się pomyliłem przez płacz? Nie, to na pewno Amy. Szatynka, zielone oczy…
   - Dlaczego płaczesz? – zapytała przyglądając mi się dokładnie. Przełknąłem ślinę, chciałem usiąść, jednak ona mnie przytrzymała w pozycji leżącej i położyła moją głowę na swoich kolanach. Zaczęła łagodnie gładzić moje włosy.
   - To… to skomplikowane, Amy… - szepnąłem cicho i wtuliłem się w jej brzuszek, gdyż to miałem najbliżej. Ona wciąż mnie głaskała.
   - Lubię skomplikowane sprawy. W tym się specjalizuje – odparła z cichym, trochę smutnym śmiechem.
   - A ja nie lubię takich spraw… - szepnąłem cicho, delikatnie jeszcze drżąc.
   - To powiesz mi co się stało?
   - Vik tańczyła dla jakiegoś faceta, takiego Nate’a, pijana, u Ślizgonów.
   - Słucham?
   - A potem tańczyła jeszcze raz, w jego domu.
   - Co kurwa?
   - Dużo się działo pod twoją nieobecność, córeczko… - szepnąłem cicho i podałem jej kamerę. Ona obejrzała nagranie i zamilkła. Po prostu mnie przytuliła nic nie mówiąc.
   - Będzie dobrze, Alex… - szepnęła mi na ucho po jakimś czasie. Starłem resztki łez z policzków.
   - Kiedyś na pewno będzie dobrze, Amy.


 




*          *          *




  - Vik, wyjdź stąd…
   Stałem pod łazienką. Znów. Amy doprowadziła mnie do względnego porządku. Przestałem płakać, jest jakiś sukces.
   Po dłuższym czasie dobijania się do drzwi postanowiłem zmienić taktykę. Po prostu je wyważyłem, nie zważając na jakiekolwiek protesty.
   - Jak mogłeś pomyśleć, że się z nim przespałam? – zapytała mnie drżąc pod ścianą, cała zalana łzami. Jej makijaż był całkowicie rozmazany.
   - Byłem zdenerwowany po tym wszystkim i tak jakoś powiedziałem… - odparłem przyglądając się jej. Podszedłem krok bliżej – Już raz przed nim tańczyłaś. Potem znów. A teraz Sophie pokazała mi jak to dokładnie było. Ufam ci i naprawdę wierze, że nie poszłaś z nim do łóżka, ale… to po prostu boli.
   - Skąd wiesz, że ona nie nazmyślała? – prawie krzyknęła i gwałtownie wstała. Wyszła łazienki wymijając mnie.
   - Bo pokazała mi nagranie – mruknąłem cicho, nie odwracając się. Victoria zatrzymała się i zerknąłem na mnie zza ramienia.
   - Ale nie poszłam z nim do łóżka! – podsumowała po chwili milczenia i pobiegła do pokoju Gryfonów. Westchnąłem głośno, idąc za nią.
   - Wiem, wierze ci… - odparłem. Moja żona rzuciła się na łóżko głośno płacząc i zasłoniła sobie głowę poduszką.
   - Vik… - zacząłem mówić, szeptem i usiadłem obok niej – Po prostu… po prostu boli mnie to wszystko, co teraz robisz.
   - Popełniłam kilka błędów, przepraszam – wyjąkała w materac, ani na chwilę nie przestając płakać – ale przecież się przyznałam.
   - Wiem i cenie to – szepnąłem i oparłem się plecami o ścianę – ale to nie zmienia faktu, że to boli… - dodałem po cichu, kołysząc się lekko na boki. Nie, Alex. Nie możesz teraz płakać, musisz być silny.
 - Przepraszam… - szepnęła i odłożyła poduszkę pod głowę, patrząc na mnie.
   - Mhm… - burknąłem pod nosem, obejmując się ramionami.
   - Alex…
   - Przepraszam…
   - Przytul mnie… - szepnąłem w końcu bezsilnie. Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie i po chwili już mnie objęła, muskając lekko wargami moją szyję.
   - Kocham cię… - szepnęła mi na ucho płaczliwym głosem. Przymknąłem powieki senny. Ta pocałowała mnie delikatnie, a ja odwzajemniłem pocałunek, przygarniając ją mocniej do siebie – nie będę już tak robić… obiecuje, skarbie. To był tylko raz. Dwa.
   - Vik. Ale do mnie przechodzą ludzie i mówią mi, że ty mnie ciągle zdradzasz. Że siadasz innym chłopakom na kolanach, przytulasz… całujesz… - szepnąłem kręcąc lekko głową z niedowierzaniem.​
   - Nie prawda! – jęknęła z wyraźnym niezadowoleniem i przechyliła głowę na bok – kto tak mówi? Jase?
   - Nie ważne kto to mówi…
   - Wierzysz im? – zapytała cicho i zaczęła znów lekko drżeć. W jej oczach pojawiły się lśniące łzy.
   - Ufam ci… - wymamrotałem i spojrzałem jej smutno w oczy – i domyślam się, że to po prostu było takie… przyjacielskie… - skłamałem i przegryzłem dolną wargę – tacy jak Jake… tak czy inaczej źle mi jest z tą myślą.
    - Możesz ciągle za mną chodzić. Będziesz widział co robię… - odparła i nagle się rozpłakała, ściskając materiał mojej koszuli – ja tylko siedzę im na kolanach, a tam jest ogólne porycie mózgowe, ale takie pozytywne, wiesz? Znaczy każdy każdemu praktycznie daje buziaka w policzek, więc jak coś daje buziaki tylko w policzki a jak nie dosięgam to w szyję. Ale to tylko takie przyjacielskie.
   - Okej, ufam ci, Vik… - szepnąłem cicho. To co mówiła… wydawało się dziwnie nieprawdopodobne​? W szyje? Niewinne, przyjacielskie całusy w szyje? Istnieje w ogóle coś takiego? Ale nic, przecież ona mnie kocha. To już więcej się nie powtórzy, na pewno – Ale proszę… nie rań mnie już więcej… - szepnąłem drżącym głosem.
   - Przepraszam cię… - szepnęła i skinęła głową, na moją prośbę. Delikatnie musnęła moje wargi, jednak nie odwzajemniłem pocałunku.
   - Po prostu się boję… że znów mnie zdradzisz… - szepnąłem i przegryzłem nerwowo dolną wargę.
   - Nie zrobię tego – szepnęła i znów się rozpłakała, opierając swoje czoło o moje – Przepraszam cię tak bardzo…
   - Dobrze – szepnąłem i zerknąłem jej w oczy – ufam ci. Nie wykorzystaj tego, bardzo cie proszę, najdroższa.
   - Nigdy tego nie wykorzystam – powiedziała mi na ucho i wtuliła się we mnie mocniej.
   - Nie wykorzystaj, nie wykorzystaj… - zacząłem powtarzać jak w transie. Blondynka lekko pogładziła moją blond czuprynę.
   Od tamtej pory zaczęły się wszystkie moje problemy. Tylko ja jeszcze nie wiedziałem, co ma zamiar mi przynieść los.

16 czerwca 2013

Rozdział trzeci

   

   Ciemność. Wszędzie była ciemność. Wyjąłem telefon i tylko jego wyświetlacz dawał mi małą ilość światła.
   - Alex, gdzie ty do cholery jesteś… - mruknąłem sam do siebie i rozejrzałem się. To był korytarz, ściany z kamienia. Już wiem gdzie jestem. Hogwart, jestem w Hogwarcie. Przyśpieszyłem kroku i zacząłem się nerwowo rozglądać. Chciałem jakoś trafić do pokoju Gryfonów. Sęk w tym, że jeszcze nie do końca znałem te szkołę.
   Niespodziewanie usłyszałem głośne kroki i śmiech. Po chwili skrzypnięcie. Muzykę. Tak, te samą muzykę, co ostatnio. Światło. Płomień świecy. Pobiegłem w tamtym kierunku, co jakiś czas podciągając trochę za luźne jeansy. Już po kilkunastu sekundach stałem przed pokojem Ślizgonów. Co ja tu robię? Cholera, nie chciałem tu być, ale coś zmusiło mnie, bym uchylił drzwi. Zobaczyłem moją żonę w samej bieliźnie, która tańczyła dla owego, niedawno poznanego bruneta. Chyba nazywał się Nate. Tańczyła niczym profesjonalna tancerka, a ciemnooki wpatrywał się w nią z zadowoleniem. Nie dziwie mu się, moja żona jest w tym dobra.
   Po chwili jednak przestała tańczyć. Zakręciła leniwie biodrami i zaczęła podchodzić do mężczyzny z tajemniczym uśmiechem. Usiadła mu okrakiem na kolanach i zdjęła z niego koszulkę. Odrzuciła ją na bok i wpiła się w jego usta łapczywie, przymykając powieki.
   - Vik, nie! – krzyknąłem wbiegając do pokoju ale oni nie oderwali się od siebie. Ba, blondynka zaczęła dobierać się do jego paska oraz rozporka.
   Zacząłem lekko drżeć krzycząc, że mają przestać, że to mnie boli. Zacząłem płakać, próbowałem do nich podbiec, ale na próżno. Oddzielała nas przeźroczysta ściana, szyba. Zacząłem w nią uderzać pięściami, zachowując się wręcz jak dzikie zwierze. Gniew, lęk, ból, strach, poniżenie. Te wszystkie uczucia targały mną tak silnie, że po chwili upadłem na kolana i skuliłem się, nie mogąc ani na sekundę przestać płakać.
   - Przestańcie… - szepnąłem cicho do siebie i po chwili poczułem silne uderzenie w tył głowy. Upadłem na ziemię i się obudziłem.





*          *          *





   - Przestańcie! – krzyknąłem i zerwałem się z łóżka. Na moich policzkach mieniły się łzy, cały dygotałem. Zerknąłem w lewo. Victorii nie było. Opadłem bezwładnie na poduszki, kuląc się lekko i opatulając pościelą. Kątem oka spojrzałem na zegar, który wysiał z mojej prawej strony. Była dziewiąta rano. Długo spałem, szkoda, że nikt mnie nie obudził.
   - Puk puk, można? – usłyszałem dźwięczny sopran. Starłem jakiekolwiek pozostałości po łzach i okryłem się szczelniej kołdrą.
   - Jasne, wchodź… - mruknąłem i spojrzałem na drzwi spod kołdry.
   - Pamiętasz mnie? – zapytała dziewczyna wchodząc. Tak, dobrze podejrzewałem. Była do Beth, ta blondynka z wczoraj.
   - Jasne, że cię pamiętam – szepnąłem i uśmiechnąłem się lekko pod nosem. Beth zmarszczyła lekko brwi, zauważyła niedokładnie starte z policzków łzy.
   - Płakałeś? – zapytała się mnie łagodnie i usiadła obok. Przegryzła lekko dolną wargę w wyrazie zmartwienia i lekko pogładziła moje włosy.
   - Skąd wiesz? – wciąż się do niej uśmiechałem. Wygrzebałem się trochę spod kołdry i pociągnąłem nosem.
   - Bo to widać. Wiem jak wygląda człowiek, który próbuje ukryć swoje łzy – przechyliła lekko głowę na bok i zamrugała swoimi długimi, gęstymi rzęsami.
   - Miałem zły sen – szepnąłem głosem małego, wystraszonego chłopczyka i niespodziewanie się w nią wtuliłem. Potrzebowałem przytulenia, a Beth wydawała się być osobą do tego idealną. Położyłem policzek na jej ciepłym brzuszku i siedziałem tak wtulony, niczym mała koala.
   - Też często mi się śnią złe sny – szepnęła mi na ucho, gładząc opiekuńczo moje plecy – a co ci się śniło, Alex?
   - Nie pamiętam… - odparłem po chwili. Kłamałem. Świetnie pamiętałem co mi się śniło. Zadrżałem ponownie i przymknąłem powieki – Boże. Ale ze mnie stara dupa, mam dwadzieścia dwa lata i płacze przez sen.
   - No dobrze… - powiedziała i ponownie przegryzła dolną wargę, wpatrując się we mnie z zainteresowaniem​ – wiesz, Alex… ja mam już osiemnaście lat i prawdopodobnie już do końca życia będę miała koszmary senne. I pewnie do końca życia będę po nich płakać. To nic takiego, nie warto się tego wstydzić.
   - A kiedy masz urodziny? – spytałem i zacząłem delikatnie pocierać policzkiem i jej brzuch, łasząc się.
   - Cóż… - zaczęła dziewczyna po czym roześmiała się patrząc na mnie – za cztery dni będę miała już lat dziewiętnaście.
   Moje oczy gwałtownie rozszerzyły się a tęczówki zabłyszczały. Zacząłem radośnie piszczeć i wiercić się na łóżku. Kochałem organizować imprezy a to była idealna okazja.
   - Zorganizuję ci urodziny! – zawołałem głośno i zerwałem się z łóżka, po chwili stojąc na równych nogach. Dziewczyna zaczęła się śmiać i odchrząknęła, zerkając nerwowo w dół. Spojrzałem na siebie. No tak, miałem na sobie tylko bokserki. To ją mogło trochę speszyć – Oj już nie udawaj takiej świętej… - mruknąłem z uśmiechem i usiadłem obok niej – masz może chłopaka?
   - Mam… - powiedziała i wypięła dumnie pierś.
   - Ma jakieś imię?
   - Nazywa się Draco.
   Zmarszczyłem lekko brwi. Vik coś mi o nim wspominała. Czyżby jego również podrywała? Własnej przyjaciółce? Nie, to wydaje się zbyt pokręcone. Moja żona nikogo nie podrywa. To z Nate’m to była tylko gra w butelkę, nic więcej.
   - Muszę go kiedyś poznać – uśmiechnąłem się do niej pogodnie i wstałem. Podszedłem do szafy i wyjąłem jakąś koszulkę oraz spodnie.
   - Rzadko kiedy wchodzi, nie wiem czy go złapiesz – odparła i wzruszyła smutno ramionami. Zmarszczyłem brwi i ubrałem spodnie.
   - A dlaczego rzadko kiedy tutaj jest? – przechyliłem głowę i usiadłem obok Beth znów.
   - Bo ma inne sprawy na głowie, nie wiem, po prostu go nie ma… - moja nowa znajoma zaczęła nerwowo bawić się włosami i opuściła wzrok. Założyłem koszulę, zapiąłem ją i mocno dziewczynę przytuliłem.
   - Będzie dobrze, zobaczysz – szepnąłem jej na ucho i pogładziłem ją lekko po jasnych włosach.
   - Mam taką nadzieję… - szepnęła i zacisnęła mocno powieki. O nie, zaraz ona będzie płakać. Nie umiem pocieszać ludzi płaczących.
   - Jest jakaś impreza? – zapytałem szybko i trąciłem nosem lekko jej policzek.
   - Oczywiście, że jest. Josh z samego rana wleciał tutaj, że mamy iść przed budynek. Dziwne, że cię nie obudził – odparła i wstała, patrząc na mnie wyczekująco.
   - Mnie też to dziwi… - szepnąłem i wstałem razem z nią, otrzepując lekko spodnie – i dziwi mnie też to, że mimo to nikt mnie nie obudził.
   - Vik szybko się ubrała i pobiegła do Ślizgonów – wyszliśmy wspólnie z dormitorium i skierowaliśmy się ku schodom - mówiła, żeby cię nie budzić bo mówiłeś wieczorem, że jesteś zmęczony.
   - Rozumiem… - mruknąłem pod nosem i pokręciłem głową  niedowierzaniem.​ Super, po prostu super.

 



*          *          *





   - Siema Alegz! – zawołał Josh, który właśnie zajadał popcorn razem z Eli. Siedzieli na trawie i śmiali się głośno, mówiąc coś o jednorożcach.
   - Znasz Shann? – zapytała mnie Eli, opierając się tyłem o swojego chłopaka. Nuciła coś pod nosem.
   - Nie, nie znam żadnej Shann… - mruknąłem i usiadłem na kanapie obok Astrid i Ellie. Pierwsza z dziewczyn spojrzała na mnie i uśmiechnęła się pogodnie. Odpowiedziałem tym samym i spojrzałem w niebo.
   - Ma przyjść wieczorem. Muszę was zapoznać! – zawołał podekscytowany i zaklaskał w dłonie. Po chwili wziął garść popcornu i wysypał go brunetce siedzącej obok niego na włosy. Zaczęli się śmiać i bić.
   - Gdzie jest Vik? – zapytałem po chwili Astrid.
   - Szukasz mnie, kotku? – usłyszałem krzyk od strony schodów. Tak, to była moja żona we własnej osobie.
   - Owszem, szukam. Nie było cie rano – odpowiedziałem z uśmiechem. Wstałem, podszedłem do niej i delikatnie objąłem.
   - Musiałam coś załatwić – odparła i spojrzała mi w oczy rozpromieniona. Stanęła na palcach i musnęła wargami moje delikatnie, wplatając palce we włosy.
   - W porządku – szepnąłem i trąciłem noskiem jej nosek. Dziewczyna oblizała wargi z uśmiechem i puściła mi oczko kokieteryjnie.
   - Kocham cię, wiesz? – szepnęła mi na ucho i delikatnie je podgryzła, przenosząc swoje smukłe dłonie na moje plecy.
   - Ja Ciebie też, wiesz? – odpowiedziałem i zamruczałem cicho, przymykając łagodnie powieki.
   - Nie prawda – odparła szybko i spojrzała mi w oczy badawczo. Zmarszczyłem brwi i przechyliłem głowę.
   - Jak to?
   - Ty świata poza mną nie widzisz… - wymruczała i zrobiła słodką, uroczą minkę. Oparła łokcie na moich ramionach i ponownie mnie pocałowała.
   - Oj, ty coś mnie za bardzo znasz… zbyt dużo o mnie wiesz… - szepnąłem z rozbawieniem i spojrzałem na nią zauroczony.
   - Zaraz się porzygam.
   Odwróciłem się do tyłu i zobaczyłem tajemniczą blondynkę o krótkich włosach, mniej więcej do ramion. Miała jasne oczy, chyba niebieskie, ale nie jestem pewien. Znajdowała się zbyt daleko ode mnie. Koło niej stała inna dziewczyna, brunetka o ciemnych oczach. Patrzyła na nas z obrzydzeniem.
   - Kogo tu widzę… - mruknęła Victoria i wyminęła mnie z cynicznym uśmieszkiem, nie zwracając uwagi na prowokatorkę – Nox, Nox, Nox, moja mała Nox…
   - Odwal się od Nox i idź do swojego faceta – warknęła nieznajoma i zmrużyła powieki. Chwyciłem Vik za ramiona i odciągnąłem od nich.
   - Zostaw mnie – mruknęła i podeszła do nich bliżej ponownie – Nox, czego tu szukasz? – wymruczała uśmiechając się wrednie – A może raczej… kogo? – oblizała leniwie wargi i przechyliła głowę na bok – może szukasz Nate’a?
   - Nie twój w tym interes – odparła blondynka o dziwo spokojna. Nie tak, jak jej brąz koleżanka, która wyglądała tak, jakby miała się zaraz na moją żonę rzucić.
   - Nate cię nie chce – rzuciła krótko Victoria i wzruszyła ramionami. Uśmiechnęła się sztucznie, cmokając wargami.
   Owa „Nox”, czy jak jej tam było zadrżała. Cofnęła się o krok i zaczęła patrzeć na Vik oczyma, pełnymi smutku i pustki. Widziałem, że była bliska łez.
   - Mówicie o mnie może? – nagle koło nas pojawił się Nate i zaczął się rozglądać. Jego wzrok zatrzymał się na Vik – o co ci chodzi?
   - O nic, o nic – szepnęła dziewczyna i puściła mu oko, oblizując wargi. Zadrżałem i skrzyżowałem dłonie na torsie.
   - Jak to jest, gdy się ogląda pokazy erotyczne żon innych facetów? – warknąłem nagle i przechyliłem lekko głowę na bok – albo jak to jest, gdy się je całuje, mimo, że ma się dziewczynę, co?
   - Stul pysk, Raiver – warknął na mnie i zmrużył powieki groźnie. Uśmiechnąłem się na ten widok z niedowierzaniem.​
   - Serio, Młody? Będziesz teraz na mnie warczał niczym szczeniak? – zaśmiałem się szyderczo, kręcąc głową z niedowierzaniem – nie pamiętasz tego przykazania? „Nie pożądaj żony bliźniego swego”. Zbyt trudne do zapamiętania?
   - Mówiłem, byś się przymknął – warknął ponownie i przymierzył się do skoku na mnie, jakby chciał mnie uderzyć. Odpowiedziałem na to taką samą postawą. Już widziałem, jak jego prawa dłoń delikatnie zadrżała, chcąc zadać mi cios, gdy nagle ktoś nam przerwał.
   - Kurwa, dość tego – warknęła brunetka obok niej i podeszła szybko do Vik. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić moja żona leżała już na ziemi, powalona przez nieznajomą. Owa „nieznajoma” kopała ją mocno po brzuchu. Vik krzyczała, próbowała coś zrobić, jednak wszystko szło na marne. Zareagowałem od razu. Podbiegłem do nich i mocno odepchnąłem napastniczkę, która uderzyła plecami o pobliski mur. Szybko pomogłem Vik wstać.
   Victoria płakała, krzyczała i mocno chwytała swój brzuch. Na jej bluzce była krew. Zaczęła mocno drżeć.
   - Alex, ja ich nie czuje, one się nie ruszają! – wykrzyczała i upadła na ziemie, nie mogąc ustać. Szybko kucnąłem przed nią, nie wiedząc za bardzo co mogę zrobić.
   - Vik, spokojnie, nie płacz… - szepnąłem cicho, próbując zachować spokój. Było nie lada trudny wyczyn.
   - Jak mam nie płakać, skoro moje dziecko nie żyje?! – wykrzyknęła i skuliła się mocno, ciągnąc się za włosy.
   - Pomogę wam – usłyszałem za sobą głos. Odwróciłem się zaciekawiony. Ujrzałem anioła. Dosłownie.

08 czerwca 2013

Rozdział drugi



  - Cześć, jestem Josh, specjalista od joint’ów – brunet w okularach przeciwsłonecznych wystawił ku mnie swoją dłoń. Gdy ją uścisnąłem to zaczął machać nią mocno w górę i w dół, uśmiechając się. Widać było, że naprawdę jest specjalistą. Był nieźle zjarany.
   Uśmiechnąłem się lekko do grupki ludzi, którzy stanęli wokół mnie. Przełknąłem ślinę z lekkim uśmiechem.
   - Jestem Eli – odparła ciemnowłosa dziewczyna, która stała obok Josha i oparła swoją głowę na jego ramieniu – dziewczyna tego tu.
   - A ja jestem Ellie, niech Ci się nie myli z Eli – przywitała się inna dziewczyna. Ta miała trochę jaśniejsze włosy.
   - Jestem Elizabeth, ale wszyscy mówią na mnie Beth – zawołała blondynka, która niespodziewanie pojawiła się obok mnie. Uśmiechała się od ucha do ucha.
   - Czyli… - zerknąłem na każdą z niepewną miną – są trzy Elizabeth?
   - Nie! – zawołała szybko Ellie i trąciła mnie w ramię dłonią – Ellie to nie jest zdrobnienie od Elizabeth.
   - No dobrze… - popatrzyłem na nie uważnie, marszcząc brwi – To może… ta będzie nazywana „Eli” – wskazałem na dziewczynę, która stała nieopodal Josha – druga „Za” – wskazałem na szatynkę – a trzecia… Beth! – odparłem ze śmiechem i wskazałem tym razem na blondynkę.
   - Alex, musisz poznać też resztę, nie tylko te trójkę! – zaśmiała się Vik i odciągnęła mnie od dziewczyn. Pomachałem im na pożegnanie ze śmiechem i pozwoliłem się ciągnąć.
   - Jestem Astrid, miło mi Cię poznać! – usłyszałem pisk, który trafił prosto do mojego ucha. Pisnąłem i złapałem się za nie. Bolało.
   - Macie dziwne zapędy do piszczenia mi do ucha… - mruknąłem i spojrzałem na kruchą dziewoję przede mną. Blondynka, chyba farbowana. Włosy trochę zniszczone, była niezwykle chuda. Ale mimo to ładna.
   - Jesteś Alex, wiem o tym, Viki mi opowiadała! – zapiszczała z podekscytowaniem i skakała w górę i w dół. Zaczął się z niej sypać biały proszek. Wole nie wiedzieć co to jest.
   - Miło mi ciebie poznać, Astrid – odparłem przyglądając się jej.
   - Mów mi As.
   - Dobrze. Więc miło jest mi ciebie poznać, As – uśmiechnąłem się pogodnie i nagle poczułem, jak ktoś zaczepnie szturcha mnie w ramię.
   - Jestem Marine, a ty pewnie jesteś Alex, tak? Vik mi trochę…
   - Tak, Vik ci o mnie nawijała – zacząłem się śmiać i spojrzałem na ciemnowłosą istotę przede mną – Miło mi cię poznać. Chodź ty mnie już właściwie znasz.
   Dziewczyna wyszczerzyła do mnie swoje śnieżnobiałe zęby i zakręciła się wokół własnej osi ze śmiechem.
   - No to znasz już część… - szepnęła Victoria, wtulając się we mnie. Musnęła delikatnie moją szyję swoimi ciepłymi wargami, a ja przymknąłem oczy z uśmiechem.
   - A kiedy poznam resztę? – zapytałem z pomrukiem i musnąłem lekko jej policzek.
   - W swoim czasie… - odparła z uśmiechem i złapała moją dłoń. Splotła nasze palce – Alex… wiesz… musimy chyba porozmawiać…
   - O czym? – zmrużyłem brwi i moje ciało przeszedł dreszcz. Czyżby chciała mi powiedzieć o wczoraj? – zamieniam się w słuch.
   - No, no, no… kogo ja tu widzę… Czyżbyś sprowadziła tu swojego chłoptasia? Nie jest zły, że ślinisz się do każdego faceta, w tym do mojego chłopaka?
   - Zamknij się, Soph – warknęła Vik i oderwała się ode mnie, patrząc na nowo przybyłą groźnie.
   Owa „nowo przybyła” była blondynką o niebieskich oczach. Wysoka, zgrabna i bardzo szczupła. Minę miała co najmniej wredną. Poprawiła jeansowe szorty, które idealnie podkreślały jej zgrabny tyłek. Do tego miała na sobie czarną, krótką koszulkę na ramiączka.
   - Witaj – zwróciła się do mnie i podeszła szybkim krokiem – ty pewnie jesteś kochasiem tej tu – kiwnęła głową na moją żonę.
   - Blisko. Jestem jej mężem – mruknąłem i zmrużyłem powieki, lustrując ją wzrokiem. Nie podobała mi się jej postawa, sposób, w jaki się do nas odnosi. Od razu wydała mi się podejrzana.
   - To jeszcze gorzej. Współczuje ci żony – mruknęła i zacmokała do mnie swoimi czerwonymi od szminki wargami.
   - Odejdź od niego bo zaraz… - warknęła Vik i zaczęła do niej podchodzić, unosząc prawą dłoń. Już miałem ją odciągnąć, gdy nagle pojawił się on.
   Brunet. Brązowe oczy. Trochę ode mnie niższy, jednak nieznacznie. Był raczej dobrze zbudowany. Przegryzał lekko dolną wargę. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się pod nosem cynicznie. Znałem go. To on.
   - Alex, to jest Nate – moja żona spojrzała na mnie, a wszyscy nagle zamilkli. Muzyka również.
   - Nate, mój chłopak… - dodała Sophie, która przerwała milczenie. Podeszła do bruneta, objęła go i pocałowała namiętnie. Na początku myślałem, że to będzie krótki pocałunek. Myliłem się. Nathan objął ją do siebie mocno, tak, że stykali się ciałami. Jego dłonie powędrowały na jej pośladki, a ona wsunęła swoje pod jego koszulkę. Przejechała po jego torsie paznokciami i zamruczała cicho. Otarła się. Ich języki połączyły się i…
   - Kurwa, Nate, Soph, znów odstawiacie porno?! – krzyknęła Eli i zgromiła ich spojrzeniem. Para jednak wciąż nie odsuwała się od siebie.
   Na mojej twarzy pojawił się grymas. Boże, to było obleśne. Gdy mężczyzna wsunął dłonie w spodnie swojej dziewczyny musiałem się odwrócić, by nie mieć odruchów wymiotnych.
   - Przestańcie! – wydarł się Josh i nagle włączył jakąś muzykę – Nie zwracaj na nich uwagi, oni tak zawsze… - szepnął mi na ucho i oddalił się w kierunku swojej dziewczyny.
   - To jest… - spojrzałem na Vik i złapałem się za usta – obleśne co oni tutaj odstawiają.
   - Owszem, jest – mruknęła dziewczyna i odwróciła wzrok. Ale nie była obrzydzona. Na jej twarzy malowało się inne uczucie. Niepokoiło mnie.
   - Jeżeli wy zaczniecie odstawiać takie porno to chyba popełnię samobójstwo… - mruknęła blondynka obok nas. Właśnie, jak jej było? A no tak, to była Beth.
   - W sumie… - nagle moja żona popchnęła mnie na kanapę, która dziwnym trafem znajdowała się na trawie – czemu nie?
   - Chcesz odstawiać porno jak ta dwójka? – mruknąłem i uniosłem prawą brew badawczo.
   - W mniejszym wydaniu. Mam szacunek do samej siebie… - odparła i nagle wpiła się w moje wargi. Zaskoczony otworzyłem szeroko powieki, kładąc dłonie na jej biodrach. Dziewczyna zamruczała cicho i otarła się lekko o moje ciało. Po chwili rozluźniłem się i zamknął powieki z uśmiechem. Po chwili pocałunki stały się coraz bardziej łapczywe i namiętne.
   - Zawody? – nagle usłyszałem nad nami głos bruneta – kto dłużej będzie się całować ten wygrywa.
   - Dobrze, wygramy to – odparłem szybko i ponownie wpiłem się w wargi mojej żony. Ta zachichotała uroczo i otarła się o mnie mocniej. Po chwili zrobiło się nam gorąco, zaczęliśmy lekko się pocić. Pocałunki jednak nie traciły swojej siły. Wręcz z każdą chwilą były coraz mocniejsze, namiętniejsze. Pewnie długo byśmy się tak jeszcze całowali, gdyby nie głośny krzyk, który oderwał nas od siebie.
   - KONIEC TEGO DOBREGO, CHCE MI SIĘ RZYGAĆ, DOŚĆ! – Josh złapał Vik za ramiona i odciągnął ode mnie. Nate z Sophie również zostali od siebie oderwani. Na całej polanie słychać było ich głośne okrzyki protestów.
   - Dokończymy to później, na prywatności, kochanie! – zawołała do mnie Vik i podeszła do Astrid. Zaczęły o czymś rozmawiać. Rozejrzałem się niepewnie. Nie znałem ich wszystkich zbyt dobrze.
   - Chcesz trochę? – Ellie usiadła obok mnie i wcisnęłam do ręki jakieś tabletki. Widać, że nie mogę zaprotestować.
   - Co to jest? – spojrzałem na nią i na tabletki niepewnie, oblizując suche wargi.
   - To są tabletki. Przepisał mi je lekarz – odparła lekkim tonem i uśmiechnęła się niewinnie, niczym aniołek.
   - Jakie mają działanie?
   - Widzisz po nich jednorożce.
   - Biorę.
   Zaczęliśmy się głośno śmiać. Niewiele myśląc wziąłem tabletki i rozejrzałem się. Na początku nie działo się nic dziwnego. Muzyka, tańczący ludzie, popcorn walający się dosłownie wszędzie. Jednak po chwili… wszystko stało się inne. W mojej głowie pojawił się szum, ale taki… przyjazny szum. Wszystko nagle stało się lepsze. Zacząłem się śmiać sam nie wiedząc dlaczego i z jakiego powodu.
   - Nie wiem co to jest… ale to jest… - zacząłem mówić do Ellie ale po chwili znów wybuchnąłem śmiechem.
   - Śmiechowy jesteś naćpany! – zawołał ktoś do mnie. To była chyba Astrid, bo kątem oka zobaczyłem jej włosy i drobną figurę.
   Po chwili zrobiło mi się czarno przed oczyma. Chyba odpływałem, nie wiem, ale było to świetne uczucie. Po prostu oparłem się o kanapę i… zasnąłem.




*      *      *




   Usłyszałem śmiech. Głośny, dziewczęcy śmiech. Otworzyłem niepewnie oczy, już nie było tak wesoło jak wcześniej. Pojawił się lekki ból głowy.
   - Do twarzy ci z wąsami, Alex… - mruknął Josh, z markerem w dłoni. Jęknąłem głośno i wstałem chwiejnie.
   - Zmyjcie to ze mnie… - jęknąłem i zacząłem nerwowo pocierać otwartą dłonią skórę – wyglądam pewnie jak kretyn.
   - Nie. Wyglądasz seksownie. Jak zawsze – zawołała Vik i zaczęła się śmiać. Złapała mnie za ramię i odciągnęła od tłumu. Wyjęła różdżkę i wyczarowała mi szklankę wody. Przy okazji jakimś zaklęciem usunęła z mojej twarzy wąsy.
   - Pij kochanie – szepnęła podając mi ją – jak się czujesz?
   - W miarę dobrze… - odparłem i zerknąłem na ludzi, bawiących się. Chyba rozpalili ognisko. O matko, Josh przez nie skacze.
   - Musimy pogadać – powiedziała poważnym tonem i spojrzała mi prosto w oczy. Świetnie, zaczyna się koszmar mojego dnia.
   - Czemu akurat teraz? – mruknąłem wpatrując się w swoją żonę.
   - Może zacznę od tego byś się nie denerwował – szepnęła i nerwowo zaczęła bawić się swoimi palcami.
   - Zobaczymy co mi wyznasz – odparłem i zmrużyłem bacznie powieki, krzyżując dłonie na piersi.
   - Zanim zacznę. Nie zdradziłam Cię. Więc nie myśl o najgorszym. Wiesz. Siadałam Jake’owi na kolanach i się przytulałam, no nie? Bo to mój przyjaciel…
   - No tak… - wywróciłem oczyma z niechęcią. Jasne, pamiętałem Jake’a. Był to chłopak takiej dziewczyny, za czasów Akademii. Byłem tam jeszcze przed pojawieniem się w Hogwarcie. Ślinił się strasznie do Vik, nie lubiłem go. Chociaż pamiętam, jak wszedłem rano do pokoju, a moja żona leżała na owym paniczu w samej bieliźnie. On również był praktycznie nagi, miał na sobie tylko bokserki.
   - No i innym przyjaciołom też… - powiedziała cicho i odgarnęła jasne włosy do tyłu.
   - Czyli… siadasz okrakiem na każdym facecie, który okaże się twoim przyjacielem? – uniosłem lekko lewą brew do góry i przeszedł mnie dziwny dreszcz. Nie podobała mi się ta rozmowa.
   - Nie. Nie dałeś mi dokończyć! – zaprotestowała szybko i spojrzała mi prosto w oczy.
   - Więc kończ.
   - Wczoraj była impreza. Dlatego poszłam spać nad ranem. Całą noc piliśmy. Graliśmy w butelkę… - wymamrotała i opuściła niespodziewanie wzrok, bawiąc się końcem swojej błękitnej koszulki.
   - Ty nie możesz pić – mruknąłem i spojrzałem na jej zaokrąglony brzuch. To był chyba piąty, szósty miesiąc ciąży.
   - Wiem, przyznaję się. Przegięłam z alkoholem - powiedziała unosząc na mnie swój wzrok  - później graliśmy w butelkę. Nate mnie pocałował… Ale to było tylko zadanie, prawda? – szepnęła lekko speszona - no i pod koniec... byliśmy już serio wcięci.. i robiło się różne dziwne rzeczy... np. erotic dance - powiedziała z westchnieniem i odwróciła wzrok na bok - ale spokojnie. nie byłam goła. To chyba wszystkie wybryki minionej nocy.
   - Jesteś nieodpowiedzialna – wydusiłem z siebie i odwróciłem się. Nie mogłem płakać, nie, nie mogłem płakać. Alex, przecież to widziałeś. Widziałeś to i to musi do ciebie dojść.
   Zacząłem szybko iść w stronę lasu, wciąż starając się nie uwolnić łez, które rozpaczliwie domagały się wyjść na zewnątrz.
   - Alex poczekaj! – zawołała za mną Vik z przerażeniem. Nie była chyba przyzwyczajona do tego, że to ja odchodzę.
   - Możesz całować się z kim chcesz, możesz tańczyć erotic dance przed kim chcesz, ba, jeśli bardzo chcesz możesz się nawet pieprzyć z kim chcesz, ale myśl czasem o sprawach ważniejszych – powiedziałem i odwróciłem się ku niej, patrząc w jej błękitne oczy.
   - Alex nie mów tak! – jęknęła ze łzami w oczach i uczepiła się nerwowo mojej koszulki, nie chcąc mnie puścić.
   - Jak? – ledwo co zahamowałem swój krzyk -  rozumiem, że potrzebowałaś bliskości innego faceta, czy coś, ale proszę cię, myśl czasem o dziecku!
   - Alex… - szepnęła Victoria, zaczynając lekko drżeć.
   - Albo myśl o mnie…  – szepnąłem i zacisnąłem powieki – Tak od… od czasu do czasu… Sporadycznie…
   - Nie potrzebowałam nikogo innego! – wykrzyczała mi prosto w twarz – Całkowicie mi wystarczasz! – nagle zaczęła płakać, nawet nie ścierając łez – Wiesz co… - puściła mnie i schowała twarz w dłoniach – zależy Ci bardziej na tym dziecku niż na nas! – krzyknęła i rozpłakała się już na dobre.
   Spojrzałem na nią z lekkim niedowierzaniem.
   - Nie, po prostu wiem, że mi się nic złego nie stanie od tego co zrobiłaś. A poza tym… - pokręciłem lekko głową – nie chciałbym ci robić wyrzutów z takich powodów, jak na przykład moje zranione uczucia. Dziecko wyrzutów o upicie ci nie zrobi, więc…
  - Skoro jestem taka zła to po co ze mną jesteś? – szepnęła, starła łzy i pociągnęła nosem – po cholerę się męczysz w tym związku? – krzyknęła, odwróciła się i odbiegła, w stronę lasu. Wziąłem głęboki wdech i poszedłem za nią. Po chwili znalazłem moją żonę, która płakała pod jakiś dębem, obejmując się mocno dłońmi.
   - Czy żałujesz tego, że się z tamtym pocałowałaś? I że zatańczyłaś ten taniec? I że tyle wypiłaś? – szepnąłem patrząc na nią uważnie.
   - Tak – wyszeptała cała drżąc niczym osika – Ale co z tego? Stało się… - starła łzy, a po chwili pojawiły się nowe, znacznie liczniejsze.
   - A kochasz go? – szepnąłem i głos mi się trochę załamał, gdy wypowiadałem ostatnie słowo.
   - Kogo? – moja żona zmarszczyła brwi niezrozumiale i odgarnęła mokre od łez włosy za ucho.
   - Tego, przed którym tańczyłaś… - szepnąłem i lekko zadrżałem – tego od butelki…
   - Lubię go. To wszystko – odparła szybko.
   - To chodź… - szepnąłem i wyciągnąłem do niej ręce. Ona po chwili wtuliła się w mnie mocno i zaczęła głośno płakać.
   - Przepraszam… - szepnęła płaczliwym głosem, a ja lekko pogładziłem jej włosy.
   - Cieszę się, że odważyłaś się mi o tym powiedzieć… - szepnąłem jej na ucho, obejmując ją kurczowo do siebie. Ona tylko wtuliła się we mnie mocniej, ani na chwilę nie przestając płakać – Ale proszę… nie rób już tak więcej… - szepnąłem niepewnie i zerknąłem na nią – bo to boli… - dziewczyna skinęła lekko głową.
   - Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam… - wydukała płacząc.
   - Vik… - szepnąłem i zerknąłem w jej oczy – na pewno nic więcej cię z nikim nie łączy?
   - Był Matt… - szepnęła i znów nerwowo opuściła wzrok – Fakt, był fajny, ale to wszystko. Zerwał dzisiaj ze mną kontakt… - szepnęła cicho – no i Draco. Ale z nim się tylko przytulałam i siadałam na kolanach… jak Jake’owi.
   - I przed tym Mattem nie tańczyłaś, tak? Czy może jednak łączyło was coś więcej?
   - Nie, tańczyłam tylko dla Nate’a… - szepnęła i przegryzła dolną wargę, patrząc na mnie – czy ty coś insynuujesz?
   - Nie – odparłem szybko i przytuliłem ją do siebie.
   - Wracamy do reszty? – szepnęła dziewczyna i musnęła delikatnie wargami moją szyję.
   - Nie – szepnąłem i zmierzwiłem lekko jej włosy. Wreszcie się uśmiechnęła i zmrużyła lekko powieki.
   - Ej! Nie lubię, gdy mierzwisz mi moje włosy! – zawołała i uśmiechnęła się szerzej, patrząc mi w oczy.
   - Wiem, dlatego to robię – odparł ze śmiechem – idziemy spać. Jest już późno…
   - Dobrze – powiedziała Vik wstała. Przez chwilę szedłem po ściółce na kolanach, ale zdecydowałem się wstać. Wziąłem dziewczynę na ręce i zaczęłam iść w stronę ogniska.
   - Dobranoc wszystkim! – zawołałem i posłałem każdemu, prócz Nate’a i Soph, ciepły uśmiechem.
   - Dobranoc Victorio – zamruczał Nate i oblizał lekko wargi – Miłe były te pokazy… - szepnął i puścił jej oko. 
    „Pokazy”? Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na Vik. Ona tylko szepnęła mi na ucho, że jest śpiąca i chce już spać. Skinąłem więc każdemu głową i oddaliłem się w kierunku pokoi, z nową gnębiącą mnie myślą.
   „Pokazy”… Świetnie. Ciekawe, jak z tego się wytłumaczysz, Vik.