08 czerwca 2013

Rozdział drugi



  - Cześć, jestem Josh, specjalista od joint’ów – brunet w okularach przeciwsłonecznych wystawił ku mnie swoją dłoń. Gdy ją uścisnąłem to zaczął machać nią mocno w górę i w dół, uśmiechając się. Widać było, że naprawdę jest specjalistą. Był nieźle zjarany.
   Uśmiechnąłem się lekko do grupki ludzi, którzy stanęli wokół mnie. Przełknąłem ślinę z lekkim uśmiechem.
   - Jestem Eli – odparła ciemnowłosa dziewczyna, która stała obok Josha i oparła swoją głowę na jego ramieniu – dziewczyna tego tu.
   - A ja jestem Ellie, niech Ci się nie myli z Eli – przywitała się inna dziewczyna. Ta miała trochę jaśniejsze włosy.
   - Jestem Elizabeth, ale wszyscy mówią na mnie Beth – zawołała blondynka, która niespodziewanie pojawiła się obok mnie. Uśmiechała się od ucha do ucha.
   - Czyli… - zerknąłem na każdą z niepewną miną – są trzy Elizabeth?
   - Nie! – zawołała szybko Ellie i trąciła mnie w ramię dłonią – Ellie to nie jest zdrobnienie od Elizabeth.
   - No dobrze… - popatrzyłem na nie uważnie, marszcząc brwi – To może… ta będzie nazywana „Eli” – wskazałem na dziewczynę, która stała nieopodal Josha – druga „Za” – wskazałem na szatynkę – a trzecia… Beth! – odparłem ze śmiechem i wskazałem tym razem na blondynkę.
   - Alex, musisz poznać też resztę, nie tylko te trójkę! – zaśmiała się Vik i odciągnęła mnie od dziewczyn. Pomachałem im na pożegnanie ze śmiechem i pozwoliłem się ciągnąć.
   - Jestem Astrid, miło mi Cię poznać! – usłyszałem pisk, który trafił prosto do mojego ucha. Pisnąłem i złapałem się za nie. Bolało.
   - Macie dziwne zapędy do piszczenia mi do ucha… - mruknąłem i spojrzałem na kruchą dziewoję przede mną. Blondynka, chyba farbowana. Włosy trochę zniszczone, była niezwykle chuda. Ale mimo to ładna.
   - Jesteś Alex, wiem o tym, Viki mi opowiadała! – zapiszczała z podekscytowaniem i skakała w górę i w dół. Zaczął się z niej sypać biały proszek. Wole nie wiedzieć co to jest.
   - Miło mi ciebie poznać, Astrid – odparłem przyglądając się jej.
   - Mów mi As.
   - Dobrze. Więc miło jest mi ciebie poznać, As – uśmiechnąłem się pogodnie i nagle poczułem, jak ktoś zaczepnie szturcha mnie w ramię.
   - Jestem Marine, a ty pewnie jesteś Alex, tak? Vik mi trochę…
   - Tak, Vik ci o mnie nawijała – zacząłem się śmiać i spojrzałem na ciemnowłosą istotę przede mną – Miło mi cię poznać. Chodź ty mnie już właściwie znasz.
   Dziewczyna wyszczerzyła do mnie swoje śnieżnobiałe zęby i zakręciła się wokół własnej osi ze śmiechem.
   - No to znasz już część… - szepnęła Victoria, wtulając się we mnie. Musnęła delikatnie moją szyję swoimi ciepłymi wargami, a ja przymknąłem oczy z uśmiechem.
   - A kiedy poznam resztę? – zapytałem z pomrukiem i musnąłem lekko jej policzek.
   - W swoim czasie… - odparła z uśmiechem i złapała moją dłoń. Splotła nasze palce – Alex… wiesz… musimy chyba porozmawiać…
   - O czym? – zmrużyłem brwi i moje ciało przeszedł dreszcz. Czyżby chciała mi powiedzieć o wczoraj? – zamieniam się w słuch.
   - No, no, no… kogo ja tu widzę… Czyżbyś sprowadziła tu swojego chłoptasia? Nie jest zły, że ślinisz się do każdego faceta, w tym do mojego chłopaka?
   - Zamknij się, Soph – warknęła Vik i oderwała się ode mnie, patrząc na nowo przybyłą groźnie.
   Owa „nowo przybyła” była blondynką o niebieskich oczach. Wysoka, zgrabna i bardzo szczupła. Minę miała co najmniej wredną. Poprawiła jeansowe szorty, które idealnie podkreślały jej zgrabny tyłek. Do tego miała na sobie czarną, krótką koszulkę na ramiączka.
   - Witaj – zwróciła się do mnie i podeszła szybkim krokiem – ty pewnie jesteś kochasiem tej tu – kiwnęła głową na moją żonę.
   - Blisko. Jestem jej mężem – mruknąłem i zmrużyłem powieki, lustrując ją wzrokiem. Nie podobała mi się jej postawa, sposób, w jaki się do nas odnosi. Od razu wydała mi się podejrzana.
   - To jeszcze gorzej. Współczuje ci żony – mruknęła i zacmokała do mnie swoimi czerwonymi od szminki wargami.
   - Odejdź od niego bo zaraz… - warknęła Vik i zaczęła do niej podchodzić, unosząc prawą dłoń. Już miałem ją odciągnąć, gdy nagle pojawił się on.
   Brunet. Brązowe oczy. Trochę ode mnie niższy, jednak nieznacznie. Był raczej dobrze zbudowany. Przegryzał lekko dolną wargę. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się pod nosem cynicznie. Znałem go. To on.
   - Alex, to jest Nate – moja żona spojrzała na mnie, a wszyscy nagle zamilkli. Muzyka również.
   - Nate, mój chłopak… - dodała Sophie, która przerwała milczenie. Podeszła do bruneta, objęła go i pocałowała namiętnie. Na początku myślałem, że to będzie krótki pocałunek. Myliłem się. Nathan objął ją do siebie mocno, tak, że stykali się ciałami. Jego dłonie powędrowały na jej pośladki, a ona wsunęła swoje pod jego koszulkę. Przejechała po jego torsie paznokciami i zamruczała cicho. Otarła się. Ich języki połączyły się i…
   - Kurwa, Nate, Soph, znów odstawiacie porno?! – krzyknęła Eli i zgromiła ich spojrzeniem. Para jednak wciąż nie odsuwała się od siebie.
   Na mojej twarzy pojawił się grymas. Boże, to było obleśne. Gdy mężczyzna wsunął dłonie w spodnie swojej dziewczyny musiałem się odwrócić, by nie mieć odruchów wymiotnych.
   - Przestańcie! – wydarł się Josh i nagle włączył jakąś muzykę – Nie zwracaj na nich uwagi, oni tak zawsze… - szepnął mi na ucho i oddalił się w kierunku swojej dziewczyny.
   - To jest… - spojrzałem na Vik i złapałem się za usta – obleśne co oni tutaj odstawiają.
   - Owszem, jest – mruknęła dziewczyna i odwróciła wzrok. Ale nie była obrzydzona. Na jej twarzy malowało się inne uczucie. Niepokoiło mnie.
   - Jeżeli wy zaczniecie odstawiać takie porno to chyba popełnię samobójstwo… - mruknęła blondynka obok nas. Właśnie, jak jej było? A no tak, to była Beth.
   - W sumie… - nagle moja żona popchnęła mnie na kanapę, która dziwnym trafem znajdowała się na trawie – czemu nie?
   - Chcesz odstawiać porno jak ta dwójka? – mruknąłem i uniosłem prawą brew badawczo.
   - W mniejszym wydaniu. Mam szacunek do samej siebie… - odparła i nagle wpiła się w moje wargi. Zaskoczony otworzyłem szeroko powieki, kładąc dłonie na jej biodrach. Dziewczyna zamruczała cicho i otarła się lekko o moje ciało. Po chwili rozluźniłem się i zamknął powieki z uśmiechem. Po chwili pocałunki stały się coraz bardziej łapczywe i namiętne.
   - Zawody? – nagle usłyszałem nad nami głos bruneta – kto dłużej będzie się całować ten wygrywa.
   - Dobrze, wygramy to – odparłem szybko i ponownie wpiłem się w wargi mojej żony. Ta zachichotała uroczo i otarła się o mnie mocniej. Po chwili zrobiło się nam gorąco, zaczęliśmy lekko się pocić. Pocałunki jednak nie traciły swojej siły. Wręcz z każdą chwilą były coraz mocniejsze, namiętniejsze. Pewnie długo byśmy się tak jeszcze całowali, gdyby nie głośny krzyk, który oderwał nas od siebie.
   - KONIEC TEGO DOBREGO, CHCE MI SIĘ RZYGAĆ, DOŚĆ! – Josh złapał Vik za ramiona i odciągnął ode mnie. Nate z Sophie również zostali od siebie oderwani. Na całej polanie słychać było ich głośne okrzyki protestów.
   - Dokończymy to później, na prywatności, kochanie! – zawołała do mnie Vik i podeszła do Astrid. Zaczęły o czymś rozmawiać. Rozejrzałem się niepewnie. Nie znałem ich wszystkich zbyt dobrze.
   - Chcesz trochę? – Ellie usiadła obok mnie i wcisnęłam do ręki jakieś tabletki. Widać, że nie mogę zaprotestować.
   - Co to jest? – spojrzałem na nią i na tabletki niepewnie, oblizując suche wargi.
   - To są tabletki. Przepisał mi je lekarz – odparła lekkim tonem i uśmiechnęła się niewinnie, niczym aniołek.
   - Jakie mają działanie?
   - Widzisz po nich jednorożce.
   - Biorę.
   Zaczęliśmy się głośno śmiać. Niewiele myśląc wziąłem tabletki i rozejrzałem się. Na początku nie działo się nic dziwnego. Muzyka, tańczący ludzie, popcorn walający się dosłownie wszędzie. Jednak po chwili… wszystko stało się inne. W mojej głowie pojawił się szum, ale taki… przyjazny szum. Wszystko nagle stało się lepsze. Zacząłem się śmiać sam nie wiedząc dlaczego i z jakiego powodu.
   - Nie wiem co to jest… ale to jest… - zacząłem mówić do Ellie ale po chwili znów wybuchnąłem śmiechem.
   - Śmiechowy jesteś naćpany! – zawołał ktoś do mnie. To była chyba Astrid, bo kątem oka zobaczyłem jej włosy i drobną figurę.
   Po chwili zrobiło mi się czarno przed oczyma. Chyba odpływałem, nie wiem, ale było to świetne uczucie. Po prostu oparłem się o kanapę i… zasnąłem.




*      *      *




   Usłyszałem śmiech. Głośny, dziewczęcy śmiech. Otworzyłem niepewnie oczy, już nie było tak wesoło jak wcześniej. Pojawił się lekki ból głowy.
   - Do twarzy ci z wąsami, Alex… - mruknął Josh, z markerem w dłoni. Jęknąłem głośno i wstałem chwiejnie.
   - Zmyjcie to ze mnie… - jęknąłem i zacząłem nerwowo pocierać otwartą dłonią skórę – wyglądam pewnie jak kretyn.
   - Nie. Wyglądasz seksownie. Jak zawsze – zawołała Vik i zaczęła się śmiać. Złapała mnie za ramię i odciągnęła od tłumu. Wyjęła różdżkę i wyczarowała mi szklankę wody. Przy okazji jakimś zaklęciem usunęła z mojej twarzy wąsy.
   - Pij kochanie – szepnęła podając mi ją – jak się czujesz?
   - W miarę dobrze… - odparłem i zerknąłem na ludzi, bawiących się. Chyba rozpalili ognisko. O matko, Josh przez nie skacze.
   - Musimy pogadać – powiedziała poważnym tonem i spojrzała mi prosto w oczy. Świetnie, zaczyna się koszmar mojego dnia.
   - Czemu akurat teraz? – mruknąłem wpatrując się w swoją żonę.
   - Może zacznę od tego byś się nie denerwował – szepnęła i nerwowo zaczęła bawić się swoimi palcami.
   - Zobaczymy co mi wyznasz – odparłem i zmrużyłem bacznie powieki, krzyżując dłonie na piersi.
   - Zanim zacznę. Nie zdradziłam Cię. Więc nie myśl o najgorszym. Wiesz. Siadałam Jake’owi na kolanach i się przytulałam, no nie? Bo to mój przyjaciel…
   - No tak… - wywróciłem oczyma z niechęcią. Jasne, pamiętałem Jake’a. Był to chłopak takiej dziewczyny, za czasów Akademii. Byłem tam jeszcze przed pojawieniem się w Hogwarcie. Ślinił się strasznie do Vik, nie lubiłem go. Chociaż pamiętam, jak wszedłem rano do pokoju, a moja żona leżała na owym paniczu w samej bieliźnie. On również był praktycznie nagi, miał na sobie tylko bokserki.
   - No i innym przyjaciołom też… - powiedziała cicho i odgarnęła jasne włosy do tyłu.
   - Czyli… siadasz okrakiem na każdym facecie, który okaże się twoim przyjacielem? – uniosłem lekko lewą brew do góry i przeszedł mnie dziwny dreszcz. Nie podobała mi się ta rozmowa.
   - Nie. Nie dałeś mi dokończyć! – zaprotestowała szybko i spojrzała mi prosto w oczy.
   - Więc kończ.
   - Wczoraj była impreza. Dlatego poszłam spać nad ranem. Całą noc piliśmy. Graliśmy w butelkę… - wymamrotała i opuściła niespodziewanie wzrok, bawiąc się końcem swojej błękitnej koszulki.
   - Ty nie możesz pić – mruknąłem i spojrzałem na jej zaokrąglony brzuch. To był chyba piąty, szósty miesiąc ciąży.
   - Wiem, przyznaję się. Przegięłam z alkoholem - powiedziała unosząc na mnie swój wzrok  - później graliśmy w butelkę. Nate mnie pocałował… Ale to było tylko zadanie, prawda? – szepnęła lekko speszona - no i pod koniec... byliśmy już serio wcięci.. i robiło się różne dziwne rzeczy... np. erotic dance - powiedziała z westchnieniem i odwróciła wzrok na bok - ale spokojnie. nie byłam goła. To chyba wszystkie wybryki minionej nocy.
   - Jesteś nieodpowiedzialna – wydusiłem z siebie i odwróciłem się. Nie mogłem płakać, nie, nie mogłem płakać. Alex, przecież to widziałeś. Widziałeś to i to musi do ciebie dojść.
   Zacząłem szybko iść w stronę lasu, wciąż starając się nie uwolnić łez, które rozpaczliwie domagały się wyjść na zewnątrz.
   - Alex poczekaj! – zawołała za mną Vik z przerażeniem. Nie była chyba przyzwyczajona do tego, że to ja odchodzę.
   - Możesz całować się z kim chcesz, możesz tańczyć erotic dance przed kim chcesz, ba, jeśli bardzo chcesz możesz się nawet pieprzyć z kim chcesz, ale myśl czasem o sprawach ważniejszych – powiedziałem i odwróciłem się ku niej, patrząc w jej błękitne oczy.
   - Alex nie mów tak! – jęknęła ze łzami w oczach i uczepiła się nerwowo mojej koszulki, nie chcąc mnie puścić.
   - Jak? – ledwo co zahamowałem swój krzyk -  rozumiem, że potrzebowałaś bliskości innego faceta, czy coś, ale proszę cię, myśl czasem o dziecku!
   - Alex… - szepnęła Victoria, zaczynając lekko drżeć.
   - Albo myśl o mnie…  – szepnąłem i zacisnąłem powieki – Tak od… od czasu do czasu… Sporadycznie…
   - Nie potrzebowałam nikogo innego! – wykrzyczała mi prosto w twarz – Całkowicie mi wystarczasz! – nagle zaczęła płakać, nawet nie ścierając łez – Wiesz co… - puściła mnie i schowała twarz w dłoniach – zależy Ci bardziej na tym dziecku niż na nas! – krzyknęła i rozpłakała się już na dobre.
   Spojrzałem na nią z lekkim niedowierzaniem.
   - Nie, po prostu wiem, że mi się nic złego nie stanie od tego co zrobiłaś. A poza tym… - pokręciłem lekko głową – nie chciałbym ci robić wyrzutów z takich powodów, jak na przykład moje zranione uczucia. Dziecko wyrzutów o upicie ci nie zrobi, więc…
  - Skoro jestem taka zła to po co ze mną jesteś? – szepnęła, starła łzy i pociągnęła nosem – po cholerę się męczysz w tym związku? – krzyknęła, odwróciła się i odbiegła, w stronę lasu. Wziąłem głęboki wdech i poszedłem za nią. Po chwili znalazłem moją żonę, która płakała pod jakiś dębem, obejmując się mocno dłońmi.
   - Czy żałujesz tego, że się z tamtym pocałowałaś? I że zatańczyłaś ten taniec? I że tyle wypiłaś? – szepnąłem patrząc na nią uważnie.
   - Tak – wyszeptała cała drżąc niczym osika – Ale co z tego? Stało się… - starła łzy, a po chwili pojawiły się nowe, znacznie liczniejsze.
   - A kochasz go? – szepnąłem i głos mi się trochę załamał, gdy wypowiadałem ostatnie słowo.
   - Kogo? – moja żona zmarszczyła brwi niezrozumiale i odgarnęła mokre od łez włosy za ucho.
   - Tego, przed którym tańczyłaś… - szepnąłem i lekko zadrżałem – tego od butelki…
   - Lubię go. To wszystko – odparła szybko.
   - To chodź… - szepnąłem i wyciągnąłem do niej ręce. Ona po chwili wtuliła się w mnie mocno i zaczęła głośno płakać.
   - Przepraszam… - szepnęła płaczliwym głosem, a ja lekko pogładziłem jej włosy.
   - Cieszę się, że odważyłaś się mi o tym powiedzieć… - szepnąłem jej na ucho, obejmując ją kurczowo do siebie. Ona tylko wtuliła się we mnie mocniej, ani na chwilę nie przestając płakać – Ale proszę… nie rób już tak więcej… - szepnąłem niepewnie i zerknąłem na nią – bo to boli… - dziewczyna skinęła lekko głową.
   - Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam… - wydukała płacząc.
   - Vik… - szepnąłem i zerknąłem w jej oczy – na pewno nic więcej cię z nikim nie łączy?
   - Był Matt… - szepnęła i znów nerwowo opuściła wzrok – Fakt, był fajny, ale to wszystko. Zerwał dzisiaj ze mną kontakt… - szepnęła cicho – no i Draco. Ale z nim się tylko przytulałam i siadałam na kolanach… jak Jake’owi.
   - I przed tym Mattem nie tańczyłaś, tak? Czy może jednak łączyło was coś więcej?
   - Nie, tańczyłam tylko dla Nate’a… - szepnęła i przegryzła dolną wargę, patrząc na mnie – czy ty coś insynuujesz?
   - Nie – odparłem szybko i przytuliłem ją do siebie.
   - Wracamy do reszty? – szepnęła dziewczyna i musnęła delikatnie wargami moją szyję.
   - Nie – szepnąłem i zmierzwiłem lekko jej włosy. Wreszcie się uśmiechnęła i zmrużyła lekko powieki.
   - Ej! Nie lubię, gdy mierzwisz mi moje włosy! – zawołała i uśmiechnęła się szerzej, patrząc mi w oczy.
   - Wiem, dlatego to robię – odparł ze śmiechem – idziemy spać. Jest już późno…
   - Dobrze – powiedziała Vik wstała. Przez chwilę szedłem po ściółce na kolanach, ale zdecydowałem się wstać. Wziąłem dziewczynę na ręce i zaczęłam iść w stronę ogniska.
   - Dobranoc wszystkim! – zawołałem i posłałem każdemu, prócz Nate’a i Soph, ciepły uśmiechem.
   - Dobranoc Victorio – zamruczał Nate i oblizał lekko wargi – Miłe były te pokazy… - szepnął i puścił jej oko. 
    „Pokazy”? Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na Vik. Ona tylko szepnęła mi na ucho, że jest śpiąca i chce już spać. Skinąłem więc każdemu głową i oddaliłem się w kierunku pokoi, z nową gnębiącą mnie myślą.
   „Pokazy”… Świetnie. Ciekawe, jak z tego się wytłumaczysz, Vik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz