30 maja 2013

Rozdział pierwszy

  

    Siedziałem pod ścianą, w pokoju Gryfonów. Słuchałem piosenek z Iphona, z opuszczoną głową, schowaną między kolanami. Przed moimi oczami wciąż była Victoria, całująca tego tajemniczego, nieznanego mi chłopaka. Przeszedł mnie dreszcz i skuliłem się jeszcze bardziej.
   Nagle poczułem, jak coś, a właściwie ktoś wyjmuje mi z lewego ucha słuchawkę. Ujrzałem tylko burzę jasnych, blond włosów.
   - Cześć, jestem Rose! – wydarła się do mojego ucha, a ja za nie złapałem z głośnym piskiem.
   - To bolało! – mruknąłem, masując sobie delikatnie poszkodowane ucho. Spojrzałem na nią z wyrzutem i westchnąłem – Jestem Alex – odparłem krótko i wyłączyłem pośpiesznie muzykę. Wyjąłem drugą słuchawkę i starłem pozostałości po niechcianych łzach.
   - Jest taka sprawa… - powiedziała cicho i usiadła obok mnie, odgarniając swoje długie włosy do tyłu – chciałabym porozmawiać o Vik… o twojej żonie.
   - A coś z nią nie tak? – mruknąłem pod nosem i spojrzałem na nią wyblakłymi, zielonymi oczyma.
   - Martwię się – rzuciła krótko i wzięła głęboki oddech – ostatnio popadła w kłótnie z taką Sophie… ze Ślizgonów. A ta Sophie zebrała „swoją gwardię” i teraz ją strasznie nękają. Wydaję mi się, że Vik poczuje się lepiej, jeżeli będziesz przy niej, będziesz mógł ją obronić i w ogóle…
   - Chcesz więc, bym tam do nich wszystkich poszedł? – spytałem zaciekawiony i przechyliłem lekko głowę na bok.
   - Dokładnie tak – odparła i uśmiechnęła się lekko, promiennie.
   Zacząłem się zastanawiać. Cholera, kocham ją. Kocham ją strasznie mocno i chce, by była bezpieczna. A jeśli ta cała psychopatyczna Soph zagraża życiu jej i naszego dziecka… to muszę coś z tym zrobić.
   - Wchodzę w to – odparłem krótko i pośpiesznie wstałem, otrzepując spodnie.
   - Poczekaj! – zawołała Rose i złapała mnie za dłoń – ja do niej pójdę i sprawdzę, czy jest jakaś impreza. Jeśli jest, to cię zapoznam ze wszystkimi, dobrze?
   - Dobrze – mruknąłem po krótkim zastanowieniu i usiadłem na kanapie. Blondynka uśmiechnęła się do mnie jeszcze raz, odwróciła się na pięcie i wyszła skocznym krokiem. Odczekałem kilka sekund i poszedłem za nią. Już po chwili znalazłem się przed pokojem Ślizgonów. Drzwi tym razem były zamknięte. Schyliłem się więc i zerknąłem przez dziurkę od klucza.
   - Chyba upiłam moje dziecko… - jęknęła Victoria, kuląc się na łóżku i co jakiś czas zaciskając powieki.
   - Ty jesteś w ciąży? – wykrzyknęła nowo poznana mi dziewczyna. Jak tam ona miała… a no tak, nazywała się Rose.
   - Jestem… - szepnęła cicho Pani Raiver i wzdrygnęła się, jakby miała wymiotować.
   - Jest dziś jakaś impreza z Eli, Joshem i resztą? – usłyszałem pytanie i przyjrzałem się dokładniej. Jaki Josh? Jaka Eli?
   - Tak, pod wieczór… ale nie wiem czy będę – odpowiedziała błękitnooka i zaczęła się lekko kiwać na boki, wciąż obejmując się za brzuch.
   - Przyjdź, będzie fajnie… - usłyszałem zachęcanie innej dziewczyny i w tym momencie wstałem i odszedłem z powrotem do kochanego dormitorium Gryfonów. Nie byłem tu potrzebny. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę.




*      *      *



    - Impreza jest za… - Rose zerknęła na zegarek po czym znów podniosła spojrzenie na mnie – Właśnie trwa.
   - Chce zrobić wielkie wejście – odparłem i zmarszczyłem lekko nos, patrząc na nią zaciekawiony.
   - Dobrze. Więc jakie proponujesz? – usiadła obok mnie i odchyliła lekko głowę do tyłu, prawdopodobnie w wyrazie znudzenia.
   - Wjedziemy na koniach – odparłem bez zastanowienia – białych koniach. Wszędzie będzie serpentyna i fajerwerki. A ja będę miał mikrofon.
   - Masz dziwne pomysły.
   - Ale fajne, nie sądzisz?
   Po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Zerknęliśmy na siebie – wiedzieliśmy, że ten pomysł jest dobry. Wyczarować konie to pestka, tak samo jak wystrzelić z różdżki serpentynę czy fajerwerki. Mikrofon też można wyczarować. Szykował się udany wieczór…





*      *      *




   - Witam Państwa! – wydarłem się wjeżdżając na białym rumaku. W dłoni mocno trzymałem mikrofon, a mój ryk był tak głośny, że zagłuszał muzykę – Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta! Chciałbym przedstawić mnie! Alexandra Raivera, którego jeszcze nie znacie, oraz tę piękną i młodą niewiastę czyli Rose! Liczymy na gromkie brawa!
   Ku mojemu zadowoleniu wszyscy zaczęli się śmiać, klaskać i radośnie piszczeć. Oprócz jednej osoby. Victorii. Nie śmiała się z innymi. Nie klaskała. Odwróciła się i odeszła kilka kroków. Była zła, czułem to.
   Zsiadłem szybko z mojego siwego rumaka i pobiegłem za nią.
   - Vik… - zacząłem z cichym westchnieniem i złapałem ją za rękę. Ta szybko ją wyrwała i poszła dalej – Skarbie, ja tylko chciałem ci zrobić niespodziankę.
   - Przyjeżdżając Z ROSE? – warknęła na mnie ostro i zerknęła na mnie ze złością, która wyręcz lśniła w jej oczach.
   - Owszem – odparłem i uśmiechnąłem się lekko i zmierzwiłem sobie nerwowo moje jasne, blond włosy – chciałem ci tylko zrobić niespodziankę…
   - Cholernie miła – mruknęła i usiadła przy jakimś murku, obejmując się dłońmi za swój zaokrąglony brzuch.
   - Mogę sobie pójść, jeśli nie chcesz, bym tam był… - wyszeptałem i moje ciało przeszedł lekki dreszcz.
   - Nie chodzi o to, że jesteś, tylko że wszedłeś z nią… - dziewczyna odwróciła wzrok. Starała się na mnie nie patrzeć, a długie włosy zasłaniały jej pół twarzy.
   - Bo to miała być niespodzianka – odparłem szybko, wywracają oczyma.
   - To wam wyszła… - mruknęła z ironią i wstała, odwracając się do mnie plecami. Westchnąłem ponownie i wstałem razem z nią.
   - To chociaż wytłumacz Rose swoją złość, bo pewnie jest jej teraz przykro… - szepnąłem blondynce na ucho, widząc nowo poznaną dziewczynę, która patrzyła się na nas z niepokojem i zmieszaniem. Victoria zmrużyła lekko powieki i odeszła ode mnie. Zmierzała w kierunku wejść do pokoi.
   - Czy ty właśnie obraziłaś się o to, że chciałem zrobić z Rose niespodziankę i… wbiliśmy na koniach? – zapytałem z nutą rozbawienia w głosie, idąc za nią niczym wierny piesek.
   - Nie. Jestem zła o to, że weszliście razem – mruknęła pod nosem, idąc wciąż przed siebie.
   - No bo to była wspólna niespodzianka! – zawołałem ze znudzonym jękiem, zerkając w niebo. Z głośników ktoś puścił jakąś muzykę, nie znałem tej piosenki. Zerknąłem w stronę zebranego tłumu. Ujrzałem jakiegoś bruneta w okularach przeciwsłonecznych, który jadł z inną dziewczyną popcorn i darł się głośno, prawdopodobnie śpiewając.
   - Mhm… - Vik wydała z siebie znudzony pomruk i dalej szła przed siebie. Złapałem ją za ramie i zatrzymałem - Nie zbliżaj się. Maksymalnie możesz podejść na pięć metrów.
   - Że co? – pisnąłem głośno i rozchyliłem szerzej powieki.
   - Że to.
   - Przyjście z Rose jest kiepskim powodem na zakaz zbliżania – szepnąłem cicho i zatrzymałem się, patrząc za nią. Gdy moja żona usłyszała, że już za nią nie podążam również stanęła w miejscu.
   - Rose też ma zakaz zbliżania – odwróciła się i spojrzała na mnie – do ciebie. I do mnie również.
   - Nie wiem po co się tak wściekasz… - szepnąłem patrząc na nią. Po chwili dziewczyna przybliżyła się do mnie i przytuliła lekko. Całkowicie zdezorientowany stałem w miejscu i wpatrywałem się w nią. Postanowiłem się zamknąć, by nie palnąć jakiegoś głupstwa.
   - Nawet mnie nie przytulisz? – mruknęła i wyminęła mnie, idąc w kierunku swoich przyjaciół.
   - Ja już się pogubiłem… - odparłem udając się za nią. Vik wzruszyła tylko lekko ramionami i opuściła lekko głowę, wpatrując się w zieloną trawę.
   - Gadałem z nią, że cholernie się o Ciebie martwię. Ona obiecała, że się Tobą zaopiekuję a potem wymyśliła, ze na pewno się ucieszysz, jak przyjdę. Zrobiliśmy wspólne wejście, nie wiedziałem, że cię to urazi. Przepraszam – szepnąłem i spojrzałem jej głęboko w oczy, przegryzając lekko dolną wargę.
   - Po prostu… pojawiłeś się znikąd i to z inną dziewczyną… NA KONIU! – zapiszczała patrząc na mnie.
   - No przepraszam! – zaśmiałem się lekko – ale ta dziewczyna to przecież twoja przyjaciółka, nie?
   - Wiem… No ale i tak – uśmiechnęła się dziewczęco i przegryzła dolną wargę kusząco. Cmoknąłem lekko jej wargi.
   - No dobrze… - przytuliłem ją delikatnie – ale proszę, nie złość się na Rose. Ona nie chciała zrobić nic złego – moja żona skinęła lekko głową i trąciła nosem mój nosek.
   - To jak? – szepnęła dziewczyna i uśmiechnęła się lekko, patrząc mi w oczy – chcesz poznać moich przyjaciół?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz